Raport PGNiG: Unijne wymogi klimatyczne i wahania cen surowców wyzwaniem dla sektora energetycznego. Odpowiedzią są innowacje

0

Przedsiębiorstwa z sektora gazu, paliw i energii muszą w najbliższym czasie zmierzyć się z niestabilnymi cenami surowców na światowych rynkach i koniecznością ograniczania kosztów wydobycia. To jedne z głównych wyzwań, jakie stoją przed branżą – wynika z raportu PGNiG i PwC „W kierunku energii przyszłości”. Dodatkowe wymagania stawia również unijna polityka klimatyczna, dążąca do intensywnej dekarbonizacji i ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Te wyzwania motywują sektor do dużych inwestycji w innowacje. Modeli ich wdrażania jest wiele – od współpracy ze start-upami i jednostkami naukowymi po wykorzystanie własnego potencjału.

– Rola innowacji i ich znaczenie w rozwoju gospodarczym będą zależały od tego, jak bardzo ambitne cele redukcyjne w obszarze polityki klimatycznej czy energetycznej przyjmą politycy. Spodziewamy się wraz z zapowiedziami nowej przewodniczącej-elekt Komisji Europejskiej oraz części krajów UE, że ta polityka będzie bezprecedensowo ambitna, w związku z tym znaczenie innowacji będzie coraz większe – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Wilmańska, dyrektor Przedstawicielstwa PGNiG w Brukseli oraz wiceprzewodnicząca EU Committee w ramach IOGP.

Jak ocenia, w związku z toczoną na globalnym poziomie dyskusją o dekarbonizacji i ograniczaniu emisji dwutlenku węgla na energetyce jest w tej chwili skupiona duża uwaga. Innowacje są dla sektora szansą na sprostanie wymogom klimatycznym, a w ich wdrażaniu przodują w tej chwili bardziej zamożne państwa Europy Zachodniej i Północnej.

– Tam już nie mówi się o przejściu z węgla na gaz ziemny, ale o gospodarce wodorowej i o tym, jak zagospodarować dwutlenek węgla – mówi Aneta Wilmańska. – W kolejnych dekadach ogromne ambicje klimatyczne dotyczące redukcji dwutlenku węgla będą mobilizowały wiele sektorów, nie tylko energetyczny, lecz także przemysł energochłonny czy rolnictwo do tego, żeby inwestować w nowe technologie, które będą zmniejszały presję naszej aktywności gospodarczej na środowisko.

– Dużo mówi się o zmianach klimatycznych, transformacji energetycznej, ale chcielibyśmy od dyskusji przejść do konkretów. Przygotowaliśmy raport o roli innowacji w transformacji energetycznej sektora gazu, paliw i energii. Staraliśmy się zawrzeć w tym raporcie możliwie dużo przykładów, inspiracji, pokazać, jak inni radzą sobie z wyzwaniami transformacji energetycznej, jak mądrze używają do tego innowacji, jak wpinają nowe, nowoczesne technologie do swoich biznesów po to, żeby były one bardziej efektywne, żeby były w stanie nadążyć za liderami rynku – mówi Joanna Podgórska, dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Biznesu w PGNiG.

Wśród przykładów innowacji, jakie wymienia raport „W kierunku energii przyszłości”, są m.in. inteligentne systemy monitoringu i predykcji awarii, zastosowanie pojazdów bezzałogowych czy technologia wytwarzania wodoru z OZE w oparciu o metodę elektrolizy. Szczególnego znaczenia nabiera kompleksowa digitalizacja obszaru wydobycia i produkcji. W ostatnim czasie pojawiają się specjalne rozwiązania dla sektora typu Digital Oilfield, wykorzystywane przez największe koncerny w procesach produkcji gazu i ropy naftowej. „Cyfrowe złoże” – rozwiązanie wymyślone i stosowane przez PGNiG do zintegrowanego zarządzania złożem w celu optymalizacji działalności wydobywczej – plasuje pod tym względem polską firmę w światowej czołówce.

– Koncepcja ta łączy zarządzanie procesami biznesowymi z technologiami cyfrowymi na rzecz maksymalizacji wydajności, zmniejszenia kosztów i minimalizacji ogólnego ryzyka związanego z obszarem produkcji gazu oraz ropy naftowej. Rozwiązania typu Digital Oilfield to zastosowanie w praktyce koncepcji Przemysł 4.0. Termin ten integruje różnorodne technologie cyfrowe,  m.in. AI, IoT czy big data w celu kompleksowej automatyzacji produkcji oraz włączenia sztucznej inteligencji do procesu podejmowania decyzji – podkreślają w raporcie eksperci PwC i PGNiG.

Z raportu „W kierunku energii przyszłości” wynika, że w ciągu 5 lat globalny rynek rozwiązań typu Digital Olifield będzie wart ponad 30 mld dol., czyli o 26 proc. więcej niż obecnie.

– Dla sektora poszukiwawczo-wydobywczego innowacje są stałym elementem aktywności. PGNiG ma największą w historii spółki alokację na innowacje i działalność badawczo-rozwojową. Nie wyobrażamy sobie funkcjonowania w kolejnych dekadach bez innowacji, bez usprawnienia aktywności poszukiwawczo-wydobywczej, które pozwolą m.in. obniżyć koszty dostarczania surowca lub zwiększać bezpieczeństwo naszych pracowników – podkreśla Aneta Wilmańska.

PGNiG zamierza do 2022 roku przeznaczyć na innowacje około 700 mln zł. Od ponad dwóch lat w PGNiG działa InnVento – pierwsze w Polsce centrum inkubacyjne dla start-upów pracujących nad rozwiązaniami dla sektora naftowego i energetycznego. Spółka jest też zaangażowana m.in. w rządowy program Poland Prize prowadzony we współpracy z Fundacją Startup Hub Poland. W ramach akceleracji do końca tego roku prawie 30 zagranicznych start-upów rozpocznie swoją działalność w Polsce, by pracować nad innowacjami w energetyce.

To nie są pierwsze tego typu doświadczenie PGNiG – wcześniej we współpracy z MIT EF Poland prowadziło ścieżkę akceleracyjną w kilku rundach innego rządowego programu pod nazwą Scale UP.

– Większość projektów realizujemy w tej chwili z jednostkami naukowymi, ale także z innymi, dojrzalszymi firmami innowacyjnymi, ponieważ stojące przed nami wyzwania są po prostu bardziej złożone. Mamy również grupę takich przedsięwzięć, które realizujemy ze start-upami. One nas inspirują do zmian, zmieniają nasz sposób myślenia – mówi Joanna Podgórska.

Jak podkreśla dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Biznesu w PGNiG, nie ma uniwersalnego przepisu na sukces i przedsiębiorstwa z branży gazu, paliw i energii, które wprowadzają do swojej działalności nowe technologie, każdorazowo muszą analizować swoją sytuację i wyzwania, z jakimi się mierzą, żeby znaleźć adekwatne rozwiązania.

– Jeśli problem jest w miarę łatwy, mamy na niego środki, warto zapytać start-upy, czy mają rozwiązanie. Jest bardzo dużo różnych modeli współpracy z nimi – to mogą być tzw. hackathony, challenge, konkursy, prezentacje typu pitch days. Jeśli mamy problem złożony, bardziej technologiczny, warto poprosić o pomoc w jego rozwiązaniu jednostki naukowe. Tam jest wielu mądrych ludzi, z szeroką wiedzą i oni potrafią pomóc. Dlatego zachęcam do tego, żeby dobierać źródła innowacji do danego problemu i sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Najlepiej po prostu to wszystko miksować – mówi Joanna Podgórska.

Pełna treść raportu o innowacjach w sektorze gazu, paliw i energii na stronie: http://pgnig.pl/raport-innowacje-2019

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/raport-pgnig-unijne,p845671913

Prawie połowa Polaków wyrzuca jedzenie. Od jednej rodziny do kosza trafia średnio równowartość 2,5 tys. zł rocznie

0

49 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie – wynika z badania przeprowadzonego dla Grupy KRUK. Przeciętna czteroosobowa rodzina wrzuca do śmieci równowartość 2,5 tys. zł rocznie. Gdyby taką kwotę miały do dyspozycji osoby zadłużone, wiele z nich mogłoby spłacić średni dług w ciągu około dwóch lat. Kupowanie rodzimych produktów u lokalnych dostawców, życie w zgodzie z zasadą zero waste czy robienie zakupów z listą może nie tylko przynieść oszczędności w domowym budżecie, ale i przyczynić się do poprawy stanu środowiska.

– Na koniec I półrocza br. mieliśmy w Polsce ponad 4 mln osób zmagających się z zadłużeniem. Głównym powodem długów są m.in. niespłacone kredyty i pożyczki. Jest to poniekąd związane z obecnym trendem, czyli konsumpcjonizmem. Wszyscy chcemy mieć jak najlepsze, jak najnowsze rzeczy. To z kolei przekłada się na ekologię, bo takie kupowanie bez zastanowienia nie wpływa pozytywnie na środowisko. Zatem okazuje się, że ekonomia ma tu wiele wspólnego z ekologią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Salach z Grupy Kruk.

Jak podaje Federacja Polskich Banków Żywności, w ciągu roku czteroosobowa polska rodzina wyrzuca do śmieci jedzenie o średniej wartości aż 2,5 tys. zł. Gdyby taką kwotę miały do dyspozycji osoby zadłużone, w ciągu około dwóch lat wiele z nich mogłoby spłacić swoje długi. Ten, jak wynika z danych Grupy KRUK, na koniec pierwszego półrocza br. wyniósł średnio niespełna 5,8 tys. zł na osobę.

W badaniu „Konsumpcjonizm i świadomość ekologiczna Polaków” przeprowadzonym dla Grupy KRUK 49 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie do śmietnika. Powody marnowania jedzenia są bardzo różne – najczęstszym z nich jest roztargnienie, które powoduje, że nie sprawdzamy daty przydatności produktów do spożycia. Wskazuje tak 42 proc. polskich konsumentów.

– Zawsze kupujemy więcej, niż potrzebujemy. W weekendy, przed świętami te koszyki zakupowe robią się coraz większe. Cała gospodarka sprzyja konsumpcji, więc dopóki nie zaczniemy kupować racjonalnie tego, czego faktycznie potrzebujemy, może być problem. Kupujemy oczami. W portfelu wszystko się zgadza, tylko koniec końców nie jesteśmy w stanie tego przejeść albo są to rzeczy nie do końca nam potrzebne. Kończy się tym, że pieniądze pośrednio, w postaci zmarnowanych produktów, wędrują do śmietnika – mówi Tomasz Jaroszek, dziennikarz i bloger finansowy, Doradca.tv.

– Pójście z listą zakupów do sklepu sprawia, że kupimy przynajmniej o 1/3 mniej. Zaoszczędzimy nie tylko pieniądze, lecz także czas, bo zrobimy zakupy szybciej i kupimy tylko to, co mamy zapisane na kartce. Ta lista zakupów jest banałem, ale ułatwia nam ona ekonomiczne i ekologiczne życie. Poza tym wykorzystujmy resztki. Jeśli zostanie nam w lodówce jedna marchewka, cebula, kawałek cukinii, to już jest potencjał, żeby stworzyć z tego pełnowartościowy obiad. Wymieszamy to z kaszą i mamy świetną kolację na ciepło – dodaje Sylwia Majcher, dziennikarka, autorka książki „Gotuję, nie marnuję”.

Takie zachowania są również bardziej ekologiczne.

– Bardzo wiele osób uważa, że życie w zgodzie z trendem ekologicznym jest drogie. Opierają tę tezę na tym, że produkty z oznaczeniem bio lub eko na ogół są droższe od tych zwykłych towarów. Stąd 81 proc. Polaków uważa, że ekologiczne życie jest dużo droższe. Tymczasem my chcemy pokazać, że jest odwrotnie. Życie w duchu zero waste powoduje, że kupujemy mniej, świadomie wybieramy produkty – mówi Agnieszka Salach.

Jak wynika z badania SW Research przeprowadzonego dla Grupy KRUK, 63 proc. Polaków decyduje się na zakup produktów ekologicznych ze względu na to, że są zdrowsze. Natomiast 41 proc. decyduje się na nie, ponieważ są bardziej przyjazne dla środowiska. Wciąż jednak zdecydowana większość Polaków, bo aż 81 proc., uważa, że ekologiczne zakupy są droższe.

– Etykiety „eko” i „bio” mogą być mylące. Polacy często nie rozróżniają, nie wiedzą, co się pod tymi nazwami kryje. Coś, co jest bio, nie zawsze musi być zdrową żywnością. To oznaczenie nie sygnalizuje, że taki produkt nie zawiera cukru czy konserwantów. A warto też mieć na uwadze, że często jest zapakowany w niepotrzebny plastik, który nie jest eko – mówi Sylwia Majcher, dziennikarka, autorka książki „Gotuję, nie marnuję”.

Ekologia może też pomóc w oszczędzaniu i lepszym gospodarowaniu domowym budżetem. Eksperci wskazują, że wystarczy na przykład zamienić egzotyczne produkty na rodzime i zacząć kupować u lokalnych dostawców albo zwracać uwagę na to, co i w jakich ilościach kupujemy. Tylko na zakup wody butelkowanej Polacy wydają łącznie 3 mld zł (ok. 980 zł na osobę rocznie), podczas gdy zdatna do picia kranówka jest niemal całkiem darmowa.

– Przede wszystkim trzeba czytać etykiety i robić listy zakupów. Zastanawiać się, co chcemy ugotować. Wykorzystywać te produkty, które mamy pod ręką, czyli gotować sezonowo. Mamy październik, więc trzeba wykorzystywać warzywa korzeniowe, które o tej porze roku są najlepsze. Nie należy kupować pomidorów w grudniu, bo to nie jest sezon pomidorowy. Wtedy właśnie świetne są kiszone warzywa, które są też tańsze. Dzięki takiemu racjonalnemu i rozsądnemu kupowaniu możemy sporo zaoszczędzić – mówi Sylwia Majcher. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/prawie-polowa-polakow,p620870112

Święta Bożego Narodzenia w górach na Jurze

0

Święta Bożego Narodzenia w górach na Jurze – czy obchodzili już Państwo święta Bożego Narodzenia w górach poza swoim rodzinnym domen?

Jeśli tak, to z pewnością rozważą Państwo powrót, ponieważ te podniosłe dni są jeszcze bardziej uroczyste, gdy rodzina zbiera się przy stole, na którym są wszystkie wymagane tradycją potrawy, a wypatrywanie pierwszej gwiazdki prze dzieci nie może równać się z niczym innym.

Jeżeli jeszcze tego Państwo nie doświadczyli, zapraszamy do skorzystania z naszej oferty. Przygotowaliśmy ją dla wszystkich, którzy Boże Narodzenie pragną przeżyć w wyjątkowej atmosferze.

Święta w górach

Nasz Hotel z tej okazji przygotował specjalny pakiet 4 dniowy, aby na spokojnie przygotować się do Świat, a przy okazji odpocząć w naszym centrum SPA & Welness

Poniżej przedstawiamy krótki opis atrakcji dla naszych Gości. Więcej informacji znajdziecie Państwo na naszej stronie firmowej. Zapraszamy:

https://www.hotel-kmicic.pl/oferta/pakiety-pobytowe/29-boze-narodzenie-w-spa

Boże Narodzenie na Jurze w Hotelu Kmicic – Oferta

  • 3 noclegi oraz 3 Bożonarodzeniowe śniadania bufetowe z paletą domowych ciast
  • Uroczysta Kolacja Postna połączona z degustacją Złotopotockiego Pstrąga
  • Świąteczna Kolacja Wigilijna składająca się z 12 potraw oraz wspólne kolędowanie
  • Biesiada Staropolska z Wiejskim Stołem
  • Animacja dla całych Rodzin;
  • Wycieczki po Jurze i Złotym Potoku z licencjonowanym przewodnikiem
  • Pokaz Wizażu i Makijażu Światowej Klasy Kosmetyków Firmy Mary Kay
  • Codzienne korzystanie ze strefy SPA & Wellness –
    • basen
    • brodzik
    • jacuzzi
    • bicze szkockie,
    • kubeł zimnej wody
    • prysznic wrażeń
    • strefa saun
    • seans w grocie solne
    • Strefa Gier:
    • bilard
    • piłkarzyki
    • ping- pong
  • pokój zabaw dla maluchów
  • Bezpłatny parking
  • Internet bezprzewodowy
  • Rodzinne atrakcje świąteczny

Święta Bożego Narodzenia w górach na Jurze


ATRAKCJE W PAKIECIE

  • Wizyta Świętego Mikołaja oraz wręczanie prezentów – uwaga przyjmujemy prezenty tylko dla dzieci!
  • Rodzinne wycieczki po Jurze a, dla najmłodszych Jurajska Ciuchcia po Złotym Potoku
  • Strefa Gier: bilard, piłkarzyki, ping- pong, pokój zabaw dla maluchów.

    Zapraszamy do nas, zespół Hotelu Kmicic

Polskie szkoły już niebawem z dostępem do szybkiego internetu. Umożliwi to uruchomione właśnie centrum danych

– Zgodnie z planem w przyszłym roku wszystkie szkoły zostaną przyłączone do Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, czyli będą mogły korzystać z dostępu do internetu – mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski. Prace nad wdrażaniem OSE mogą wejść na kolejny etap, ponieważ gotowe jest już serce sieci, czyli nowoczesne data center NASK na warszawskiej Pradze Północ. Obiekt jest odporny na każdą ewentualność: od awarii prądu po powodzie czy pożary. Poza utrzymaniem OSE będzie też świadczyć usługi przechowywania i przetwarzania danych dla administracji rządowej i prywatnych firm.  

– Data Center NASK będzie obsługiwać zarówno komercyjne firmy, jak i systemy administracji publicznej, z których najważniejszym jest Ogólnopolska Sieć Edukacyjna. Za plecami mamy infrastrukturę przygotowaną już pod węzeł centralny OSE, czyli projekt, w ramach którego wszystkie szkoły w Polsce będą miały zapewniony bezpłatny, szybki i bezpieczny internet. Trzeba pamiętać, że NASK – PIB jest jedną z podstawowych instytucji w ramach Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa, więc posiadanie odpowiedniego zaplecza infrastrukturalnego jest dla niego bardzo istotne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes minister cyfryzacji Marek Zagórski.

NASK podkreśla, że data center jest odporne na każdą ewentualność: od awarii prądu po powodzie czy pożary. To konieczność, bo będzie tutaj mieścić się też węzeł centralny, czyli serce Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, która zapewni dostęp do szybkiego internetu wszystkim szkołom w Polsce.

– Węzeł centralny będzie współpracował z 16 węzłami regionalnymi, które też są już oddawane do użytku. Ma to zapewnić niezakłócone funkcjonowanie sieci w szkołach z prędkością 100 Mbps – mówi Marek Zagórski.

– Data center na Pradze jest sercem OSE. Sieć szkieletowa jest rozprzestrzeniona po całej Polsce, ale w tym miejscu ulokowaliśmy główne elementy systemu. Przede wszystkim tutaj będą umieszczane wszystkie dane, tu będzie transmitowany ruch sieci OSE, tu będą kluczowe elementy bezpieczeństwa –mówi Bartłomiej Klinger, zastępca dyrektora NASK ds. projektów administracyjno-edukacyjnych. 

W ramach Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej do końca 2020 roku ponad 30,5 tys. szkół w 19,5 tys. lokalizacji w całej Polsce ma zostać podłączonych do szybkiego internetu światłowodowego. Dzięki temu lekcje będą prowadzone przy wykorzystaniu nowych technologii i internetu, a model kształcenia w polskich szkołach ma się całkowicie zmienić – z analogowego na cyfrowy. Jak informuje minister cyfryzacji, projekt przebiega zgodnie z harmonogramem i w przyszłym roku wszystkie szkoły zostaną przyłączone do OSE.

– Dalsze plany zakładają oprzyrządowanie szkół i wyposażenie nauczycieli nie tylko w sprzęt, bo to jest zadanie przede wszystkim dla samorządów, choć tworzymy na ten cel specjalny fundusz, lecz przede wszystkim w narzędzia wspomagające proces edukacyjny – mówi Marek Zagórski.

– OSE to jest projekt cywilizacyjny, który ma za zadanie podłączyć wszystkie szkoły podstawowe i średnie w Polsce do bezpiecznego, szybkiego i bezpłatnego internetu, a także dostarczyć im usługi bezpieczeństwa i dodatkowe elementy wspierające cyfrową edukację w polskich szkołach – mówi Bartłomiej Klinger.

Nowe Data Center NASK na warszawskiej Pradze Północ to jeden z najnowocześniejszych obiektów tego typu w Polsce. Serwerownia liczy prawie 1 tys. mkw., z czego 40 proc. zostało wynajęte firmom komercyjnym. NASK szacuje, że do końca roku stopień komercjalizacji przekroczy już 50 proc.

– Data Center udostępnia powierzchnię dla naszych klientów – zarówno publicznych, jak i prywatnych, którzy lokują tutaj swoje zasoby albo tworzą centra zapasowe na wypadek jakiejś przerwy w swojej działalności – mówi Jarosław Tyc, prezes zarządu NASK – Dalszy rozwój tego miejsca wiąże się z budową nowej powierzchni biurowej i nowych usług związanych m.in. z cyberbezpieczeństwem, sztuczną inteligencją, usługami w chmurze czy internetem rzeczy.

Inwestycja została zrealizowana przez NASK w całości własnymi siłami, bez udziału generalnego wykonawcy. Jak podkreślają jej inicjatorzy, była ona konieczna, bo z roku na rok rośnie zapotrzebowanie administracji i prywatnych firm na przetwarzanie dużej liczby danych.

– Decyzja zapadła po przeanalizowaniu rynku i potrzeb na usługi przechowywania danych, przetwarzania w chmurze, zarówno ze strony rządowej, publicznej, jak i prywatnej. Patrzyliśmy też, jak te usługi rozwijają się w innych krajach, poprzedziliśmy tę decyzję wnikliwą analizą ekonomiczną – mówi Jarosław Tyc. – Cyfryzacja polskiej administracji wymaga odpowiednich zasobów do przechowywania, przetwarzania i udostępniania danych. Ale również sektor prywatny wykazuje duże zainteresowanie, ponieważ nowe wymogi w kwestii cyberbezpieczeństwa wpływają na to, że firmy starają się zapewnić jak największe bezpieczeństwo dla swoich danych.

Warszawskie data center NASK zostało wyposażone w pierwszą w Polsce instalację podtrzymywania zasilania opartą na bateriach litowo-jonowych. Do obiektu doprowadzono też dwa niezależne przyłącza energetyczne od dwóch różnych dostawców, żeby zagwarantować bezpieczeństwo zasilania. Ponadto ma też trzy niezależnie przyłącza światłowodowe z odrębnymi wejściami. Obiekt jest też wyposażony m.in. w system klimatyzacji precyzyjnej i system wczesnej detekcji przeciwpożarowej.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polskie-szkoly-juz,p1998377840

Jak pozbyć się starego samochodu?

0

Stary i nieużywany samochód zawsze jest jedynie problemem i źródłem niepotrzebnych wydatków. Nawet jeśli pojazd taki stoi jedynie pod naszym domem, musimy opłacać przynajmniej składki za ubezpieczenie. W skali całego roku jest to sporo pieniędzy.

Warto zatem pozbywać się takich pojazdów, tym bardziej, że jest to obecnie bardzo proste. Wystarczy znaleźć w swojej okolicy dobry skup aut, który zaoferuje nam dogodną cenę. Wybór takich ofert jest aktualnie bardzo szeroki.

Skup aut Warszawa jest jednym z największych firm w rejonie Warszawy, które skupuje wszystkie pojazdy za gotówkę https://kupieautowarszawa.pl – zapraszamy do kontaktu z nami.

Szeroki wybór skupów samochodów

Właściwie w każdym średnim mieście działa przynajmniej jeden skup samochodów. Warto zatem wykonać kilka telefonów i umówić się na oględziny samochodu z kilkoma różnymi osobami. Nigdy bowiem nie wiemy, czy inny skup aut za gotówkę nie zaoferuje nam o wiele wyższej ceny, niż wcześniejszy.

Zaletą tego rozwiązania jest ogromna wygoda. Nie musimy przejmować się tu wystawianiem ogłoszeń w internecie ani szukaniem nabywcy. W większości skupów samochodów możemy liczyć na natychmiastową transakcję, jeśli tylko samochód spełnia oczekiwania.

Zapraszamy na stronę naszej firmy https://kupieautowarszawa.pl/

Rośnie liczba cyberataków na infrastrukturę kolejową. Mogą one grozić paraliżem

Infrastruktura kolejowa jest kluczowa nie tylko ze względu na przewozy pasażerskie, lecz także towarowe, zwłaszcza transport krytycznych z punktu widzenia państwa produktów, jak ropa naftowa czy węgiel. – Jeżeli ruch kolejowy zostanie sparaliżowany, możemy mieć np. przerwy w dostawach energii elektrycznej – mówi Andrzej Bartosiewicz, ekspert Thales Polska. Jak podkreśla, liczba ataków hakerskich na infrastrukturę krytyczną, do której zalicza się transport kolejowy, rośnie gwałtownie, a problemem wciąż pozostaje bardzo długi, nawet 6-miesięczny, czas pomiędzy atakiem a momentem, w którym zostanie wykryty.

– Dziś konflikty zbrojne nie odbywają się już tylko w obszarze militarnym, lecz zagrożone są też elementy infrastruktury krytycznej, m.in. transport kolejowy, lotniczy, wodociągi czy energetyka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr inż. Andrzej Bartosiewicz, dyrektor sprzedaży i rozwoju biznesu w obszarze cybersecurity Thales Polska.

Infrastruktura krytyczna jest kluczowa dla ciągłości funkcjonowania państwa. Zalicza się do niej m.in. transport kolejowy, zarówno towarowy, jak i osobowy. Ten musi być nie tylko punktualny, sprawny i bezpieczny, lecz także jako potencjalny cel ataków hakerskich zabezpieczony przed cyberatakami.

– Ruch kolejowy to nie tylko pasażerowie. To też transport krytycznych z punktu widzenia państwa produktów, jak ropa naftowa, benzyna czy węgiel. Jeżeli zostanie sparaliżowany ruch kolejowy, możemy mieć np. przerwy w dostawach energii elektrycznej. Dlatego bezpieczeństwo ruchu kolejowego jest elementem bezpieczeństwa państwa. Trzeba poświęcić dużo uwagi, żeby nie stało się jego słabym elementem – podkreśla Andrzej Bartosiewicz.

Liczba ataków hakerskich na infrastrukturę krytyczną wzrasta, co potwierdziły m.in. dane Federalnego Urzędu Bezpieczeństwa Teleinformatycznego, które na początku tego roku ujawnił niemiecki dziennik „Welt am Sonntag”. Wynika z nich, że tylko w II połowie ubiegłego roku doszło w Niemczech do 157 ataków hakerskich na infrastrukturę krytyczną, z czego 19 na sieci elektroenergetyczne. Jeszcze na przełomie roku 2016/2017 takich incydentów odnotowano raptem 34.

– Mamy całą masę wirusów i złośliwego oprogramowania, którego celem jest zidentyfikowanie słabych elementów sieci i zaatakowanie ich. Hakerzy mają tutaj wiele celów do osiągnięcia. Pierwszym jest pozyskanie szczegółowych danych o elementach tych systemów, o tym, co jest zainstalowane. Następnie dokonują spersonalizowanych, dedykowanych ataków, np. po to, żeby zatrzymać ruch kolejowy albo dokonać jakiegoś innego działania, które potencjalnie zagraża bezpieczeństwu pasażerów czy transportu towarów – mówi Andrzej Bartosiewicz.

Główny problem w przypadku takich incydentów stanowi wciąż bardzo długi czas pomiędzy atakiem a momentem, w którym zostanie wykryty. Ten potrafi sięgać nawet 6 miesięcy.

– To oznacza, że haker buszuje w sieci przez 6 miesięcy i zaatakowany dowiaduje się o tym dopiero, kiedy dojdzie np. do poważnych zniszczeń czy kradzieży danych. Dlatego bardzo istotnym elementem działań po stronie operatorów infrastruktury krytycznej jest skrócenie tego czasu od ataku do jego wykrycia – mówi Andrzej Bartosiewicz. – Kolejna rzecz to cały system wymiany informacji między Polską a innymi krajami Unii Europejskiej. Takie ataki często są skoordynowane i dotyczą kilku krajów, dlatego współpraca między podmiotami zajmującymi się bezpieczeństwem w każdym z krajów Unii Europejskiej musi być ścisła.

Co istotne, infrastruktura kolejowa, podobnie jak inne typy infrastruktury krytycznej, różni się od systemów IT znanych z biur. To przede wszystkim systemy, które sterują ruchem kolejowym albo spełniają inne zadania, ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa pasażerów czy ruchu towarowego.

– Takie systemy muszą być stale monitorowane. Wszelkie anomalie muszą być wykrywane, a następnie właściwe służby po stronie operatora muszą takie potencjalne zagrożenia eliminować – zaznacza Andrzej Bartosiewicz.

Jak podkreśla, infrastruktura kolejowa jest częścią infrastruktury krytycznej, określonej przez Komisję Europejską w dyrektywie NIS przyjętej trzy lata temu, a w ubiegłym roku wdrożonej do polskiego prawa w postaci ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa.

– Dlatego operatorzy infrastruktury kolejowej są zobligowani przepisami prawa do jej zabezpieczenia – mówi Andrzej Bartosiewicz.

Celem dyrektywy jest przede wszystkim zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terytorium całej Unii Europejskiej i umożliwienie skutecznej walki z zagrożeniami.

 

W Polsce ustawa o KSC i ustawa o zarządzaniu kryzysowym, komplementarne wobec siebie, nakładają na operatorów infrastruktury krytycznej wymóg, aby każdy atak hakerski i incydent naruszenia bezpieczeństwa w ciągu 24 godzin zgłaszać do CSIRT GOV lub CSIRT MON (Zespołu Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego).

– Ustawa o KSC jest latarnią, która wyznacza operatorom infrastruktury kolejowej i innych krytycznych elementów, jak np. energetyka, jakie działania muszą podjąć, aby zwiększyć bezpieczeństwo. Operatorzy muszą m.in. dokonać analizy ryzyka i ocenić, które elementy są potencjalnie narażone na ataki ze strony hakerów. Kolejny krok to wdrożenie odpowiednich rozwiązań technicznych. Należy zainwestować czas i pieniądze, aby to bezpieczeństwo zwiększyć – mówi Andrzej Bartosiewicz.

Ekspert podkreśla, że w Polsce wymogi, które na operatorów infrastruktury krytycznej nakłada ustawa o KSC, są dość restrykcyjne w porównaniu z prawodawstwem w innych krajach UE. Przepisy wymagają m.in. wyznaczenia osób odpowiedzialnych i wdrożenia odpowiednich procedur reagowania w przypadku incydentów zagrożenia bezpieczeństwa.

– Pasażerowie nie powinni odczuć tych działań dokonywanych w celu zabezpieczenia sieci. Idea jest taka, że operatorzy wprowadzają rozwiązania, które są dla pasażerów niewidoczne – mówi Andrzej Bartosiewicz. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rosnie-liczba,p1709525976

Fundusz Trójmorza sfinansuje kluczowe inwestycje w transporcie czy energetyce. Dzięki nim wzrośnie mobilność mieszkańców wschodniej Polski i bezpieczeństwo energetyczne kraju

0

Inwestycje w transgraniczne połączenia drogowe i kolejowe zwiększające mobilność mieszkańców Polski, w infrastrukturę zwiększającą bezpieczeństwo energetyczne czy w infrastrukturę IT – to projekty, które będzie wspierać Fundusz Trójmorza. Przedsięwzięcie finansowe zainicjowane przez BGK będzie się koncentrować na projektach, których celem jest poprawa jakości życia Polaków. Kolejnym krokiem w budowie Funduszu jest wrześniowe spotkanie w Warszawie, w którym uczestniczyć będą prezesi banków i instytucji rozwoju oraz ministrowie z krajów Trójmorza.

Wehikuł finansowy zainicjowany przez BGK będzie się koncentrował na trzech obszarach: transporcie, energetyce i infrastrukturze cyfrowej.

– Transport, infrastruktura cyfrowa, energetyka wszystkim kojarzą się z potężnymi przedsięwzięciami, ale bardzo ważne jest to, że skorzysta z tego cały region i każdy Polak – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego. – Przeciętny Kowalski odczuje działanie Funduszu Trójmorza, kiedy nie będzie musiał jechać z Tallina do Sofii trzy i pół dnia, tylko kilkanaście godzin.

Szacowane zapotrzebowanie na inwestycje transportowe w krajach Trójmorza w dekadzie do 2030 roku to 290 mld euro, z czego 120 mld zł to infrastruktura o znaczeniu regionalnym. Inwestycją kluczową dla Polski jest między innymi Via Carpatia, międzynarodowa trasa relacji „północ-południe”, łącząca Kłajpedę na Litwie z Salonikami w Grecji. W Polsce przebiegać będzie przez Białystok, Lublin i Rzeszów, dzięki czemu podróżowanie w tym regionie i do innych krajów Inicjatywy Trójmorza stanie się bardziej komfortowe. Inwestycja ma zwiększyć mobilność polskich przedsiębiorców oraz podnieść atrakcyjność inwestycyjną Polski Wschodniej.

Innym infrastrukturalnym projektem mającym wpływ na jakość życia mieszkańców Polski może być Rail Baltica, część transeuropejskiego korytarza, który w przyszłości połączy Niemcy, Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię. Dzięki inwestycji komfort życia i podróżowania na Podlasiu znacząco się poprawi – pociągi pasażerskie przyspieszą do 160 km/h, a towarowe do 120 km/h. Oznacza to większą liczbę połączeń w regionie i skrócenie czasu podróży. Trasę z Białegostoku do Warszawy będzie można pokonać w mniej niż dwie godziny.

Jednym z projektów, który będzie miał duży wpływ na bezpieczeństwo energetyczne Polaków, jest Baltic Pipe, czyli gazociąg na dnie Morza Północnego, który połączy norweskie złoża gazu ziemnego z systemem przesyłowym w Danii. Jego przepustowość ma wynosić ok. 10 mld m3 rocznie, co stanowi ok 60 proc. polskiego zapotrzebowania na gaz. Baltic Pipe może mieć przełożenie na niższe ceny surowca oraz większe bezpieczeństwo dostaw do polskich domów.

Z kolei w obszarze IT wpływ na polskich przedsiębiorców i każdego Polaka będzie miała budowa Cyfrowej Autostrady łączącej światłowodami i infrastrukturą technologiczną 12 krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Przyczyni się także do rozwoju sieci 5G. Dzięki tym inwestycjom internet w każdym regionie Polski stanie się jeszcze bardziej dostępny, a dane będzie można przesyłać około 40 razy szybciej.

– Fundusz nie zastępuje ani rządu, ani Komisji Europejskiej, czyli w dalszym ciągu będą inwestycje publiczne czy finansowane z funduszy europejskich, natomiast Fundusz Trójmorza w tych trzech obszarach będzie na zasadach komercyjnych realizował projekty ułatwiające życie społeczeństwom w tym regionie – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka.

Banki rozwoju z Polski i Rumunii zapowiedziały wpłaty do Funduszu na łączną kwotę ponad 500 mln euro. Wehikuł finansowy zainicjowany przez BGK jest jednak otwarty na kolejne kraje członkowskie, międzynarodowe instytucje finansowe i inwestorów prywatnych. Okazją do poszerzenia funduszu o nowych członków jest dzisiejsze spotkanie prezesów banków i instytucji rozwoju oraz ministrów z krajów Trójmorza.

– Jako instytucja finansowa społecznie odpowiedzialna zauważyliśmy, że po rozpoczęciu inicjatywy Trójmorza na poziomie prezydenckim potrzebna jest jeszcze większa integracja i wspólna praca państw regionu centralno-wschodniej Europy. Zastanawialiśmy się wspólnie z zarządem, jaka mogłaby być nasza rola, jak moglibyśmy wesprzeć tę inicjatywę, żeby gospodarka i wymiana gospodarcza w tych państwach mogły się lepiej rozwijać. Wtedy powstał pomysł utworzenia Funduszu Trójmorza – mówi prezes BGK, jednocześnie przewodnicząca rady nadzorczej Funduszu Trójmorza. – Żeby był on faktycznie Funduszem Trójmorza, potrzebne jest zaangażowanie podobnych instytucji, takich jak BGK, z 12 państw stanowiących Trójmorze. Przekonywaliśmy je do tego pomysłu i na szczęście okazało się, że utworzenie takiego wehikułu finansowego to fantastyczny pomysł, który wspomoże ogromne potrzeby infrastrukturalne w regionie.

Raport opracowany przez Spot Data na zlecenie BGK pokazuje, że do 2030 roku inwestycje infrastrukturalne w tej części kontynentu powinny sięgnąć ponad 500 mld euro, żeby wyrównać różnice dystansujące region od Europy Zachodniej. Szacowane zapotrzebowanie na inwestycje w sieci energetyczne w krajach Trójmorza do końca przyszłej dekady to 87 mld euro. Projekty transportowe to kolejne 290 mld euro (drogi – 165 mld euro, kolej – 100 mld euro, transport wodny – 13 mld euro i transport  lotniczy – 11 mld euro). Z kolei inwestycje w infrastrukturę ICT w krajach Trójmorza będą wymagać zaangażowania w sumie 160 mld euro do 2030 roku.

Jak podkreśla prezes BGK, to ogromne środki, które Fundusz chce pozyskać również od inwestorów prywatnych z całego świata, nie tylko z Unii Europejskiej.

– Rozmawiamy dzisiaj z funduszami, szczególnie funduszami emerytalnymi, które patrzą na długoterminowe finansowanie, długoterminowe inwestycje, przynoszące bardzo stabilny zwrot. Są to fundusze z Australii, Korei Południowej, Japonii, Kanady, Norwegii, Izraela, być może krajów arabskich, Stanów Zjednoczonych. Mamy szerokie spektrum, bo w tej części Europy jest ogromny potencjał i to wszyscy widzą. Wiedzą, że rozbudowa korytarzy logistycznych, infrastruktury transportowej, energetycznej, cyfrowej pobudzi jeszcze bardziej rozwój gospodarczy tego regionu, a także całej UE – mówi prezes Banku Gospodarstwa Krajowego.

Fundusz Trójmorza jest inicjatywą komercyjną, nie polityczną. Został zarejestrowany 26 czerwca br. i ma przyczynić się do wyrównywania różnic rozwojowych w ramach UE. Będą nim zarządzać niezależne, profesjonalne firmy, które na podstawie rachunku ekonomicznego zadecydują o tym, w które inwestycje zaangażuje się fundusz.

– Chcemy mieć najlepszych ekspertów w trzech głównych branżach, na których fundusz będzie się skupiał, czyli transport, energetyka i infrastruktura cyfrowa. Jesteśmy na etapie pozyskiwania ekspertów – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/fundusz-trojmorza,p694778172

Inwestycje miast skupiają się na niskoemisyjnym transporcie i ekologii. W ich sfinansowaniu pomogą zielone obligacje

Polskie miasta będą się stawać coraz bardziej zielone. – Ograniczenie emisyjnego transportu i współpraca z energetyką odnawialną będą inwestycjami preferowanymi przez miasta w perspektywie do 2030 roku – podkreśla Małgorzata Zielińska, ekspert DNB Bank Polska. Ponieważ kolejna nowa unijna siedmiolatka nie będzie już dla samorządów tak hojna, te muszą szukać alternatywnych źródeł finansowania takich projektów. Kapitał mogą pozyskać poprzez emisję zielonych obligacji – papierów wartościowych, z których finansowane są inwestycje proekologiczne, np. elektrownie wiatrowe czy przyjazny środowisku transport.

– Polskie miasta coraz bardziej stawiają na ekologię i rozwiązania, które mają ograniczyć emisję dwutlenku węgla, zwiększyć udział niskoemisyjnego transportu publicznego i umilić mieszkańcom życie. W porównaniu do miast europejskich jest jeszcze wiele do zrobienia, ale też nie mamy się czego wstydzić, ponieważ poprzednia perspektywa unijna dała nam wiele środków na transport niskoemisyjny, poprawę jakości życia mieszkańców, efektywność energetyczną oraz termomodernizację budynków. Mamy w Polsce nowoczesne, ekologiczne miasta, które jeszcze przez najbliższe lata na pewno będą dużo czasu i energii poświęcały temu, żeby poprawić ten wizerunek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Zielińska, dyrektor Departamentu Sektora Publicznego w DNB Bank Polska SA.

Jak ocenia, w perspektywie finansowej do 2030 roku większość inwestycji skupi się właśnie na niskoemisyjnym transporcie, m.in. zakupie autobusów elektrycznych i hybrydowych. Według prognoz zawartych w ubiegłorocznym raporcie „Paliwa alternatywne w komunikacji miejskiej” PSPA w ciągu najbliższych 10 lat na ulicach polskich miast pojawi się już około 3,5 tys. autobusów zasilanych paliwami alternatywnymi.

Kolejny obszar to dofinansowanie wymiany przez mieszkańców starego ogrzewania na nowoczesne źródła ciepła opalane gazem. Za problem smogu, z którym borykają się polskie miasta, odpowiada głównie niska emisja z kotłów i pieców w gospodarstwach domowych.

– Najbliższa perspektywa do 2030 roku z pewnością będzie stawiała na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Ograniczenie emisyjnego transportu, współpraca z energetyką odnawialną, czyli wiatraki i fotowoltaika, to będą inwestycje preferowane przez miasta. W niektórych metropoliach europejskich, np. w Londynie, nie można już wjeżdżać do wyznaczonych stref samochodem, bo wiąże się to z kosztownymi opłatami. Taka sytuacja ma też miejsce w Krakowie, a inne miasta podwyższają opłaty parkingowe nawet trzykrotnie po to, żeby mieszkańcy zostawiali samochody i przesiadali się na transport publiczny – mówi Małgorzata Zielińska.

Na lata 2014–2020 z budżetu polityki spójności Polska dostała do rozdysponowania w ramach programów krajowych i regionalnych 82,5 mld euro – najwięcej w historii dotychczasowego członkostwa w Unii Europejskiej. Jednak nowa siedmiolatka nie będzie już tak hojna. Z propozycji przedstawionej przez Komisję Europejską w maju ubiegłego roku wynika, że na lata 2021–2027 Polska dostanie o około 25 proc. mniej środków niż w obowiązującej perspektywie. Mniejszy budżet oznacza, że mniej pieniędzy trafi też do samorządów, które będą musiały szukać alternatywnych źródeł finansowania, żeby utrzymać dotychczasowy poziom aktywności inwestycyjnej.

W sfinansowaniu projektów związanych z ekologią, ochroną środowiska czy poprawą jakości powietrza alternatywą dla środków unijnych może być sektor bankowy i zielone obligacje (green bonds).

– Zielone obligacje niczym się nie różnią od klasycznych, za wyjątkiem celu emisji. Celem emisji zielonych obligacji są właśnie wszystkie projekty związane z ekologią i ochroną środowiska. Może to być właśnie niskoemisyjny transport miejski, nowa oczyszczalnia ścieków, ścieżki rowerowe czy nowy park albo dotacje na zwiększanie efektywności energetycznej budynków, zarówno domów komunalnych, jak i użyteczności publicznej – tłumaczy Małgorzata Zielińska.

Jak podkreśla, zielone obligacje to rozwiązanie korzystne zarówno z punktu widzenia miast-emitentów, jak i inwestorów. Miasta wykorzystują je do promowania swoich kluczowych inwestycji o charakterze proekologicznym, natomiast inwestorzy – banki czy fundusze inwestycyjne – szukają takich produktów, ponieważ polityka korporacyjna czy CSR-owa wręcz nakazuje im lokować określony procent kapitału właśnie w inwestycje związane z ekologią i ochroną środowiska.

Emisja zielonych obligacji zaczyna się od tego, że miasto wspólnie z bankiem przygotowują katalog zielonych inwestycji planowanych w perspektywie najbliższych kilku lat.

– Następnie miasto zatwierdza, które z tych projektów będzie chciało zrealizować. Bank przygotowuje decyzję kredytową, która udziela ostatecznej odpowiedzi, czy dany projekt w takiej kwocie i w takim okresie może zostać sfinansowany. Tutaj wchodzi zewnętrzna instytucja – na ogół europejski NGO, który nadaje certyfikat „zieloności”, czyli potwierdza, że dana inwestycja rzeczywiście jest związana z ekologią i potwierdza cel emisji obligacji. Następnie dokonujemy emisji, znajdujemy inwestorów, ewentualnie banki same nabywają takie obligacje na własny portfel i miasto dostaje środki na finansowanie tych projektów – tłumaczy Małgorzata Zielińska.

Polska – jako pierwszy kraj na świecie – już w 2016 roku wyemitowała zielone obligacje na kwotę 750 mln euro na sfinansowanie ulg i dotacji dla firm wytwarzających zieloną energię. Na rynkach kapitałowych takie instrumenty dłużne dla samorządów czy firm zaczęły pojawiać się już kilka lat wcześniej. W ubiegłym roku Polska dokonała kolejnej emisji zielonych obligacji o wartości 1 mld euro. Jak podało Ministerstwo Finansów, emisja po raz kolejny spotkała się z olbrzymim zainteresowaniem, inwestorzy chcieli kupić papiery o wartości aż 3,25 mld euro.

– Liczę, że jeszcze w tym roku pierwszy samorząd zdecyduje na emisję zielonych obligacji. Zachęcamy do tego również małe i średnie samorządy, a nie tylko metropolie – mówi dyrektor Departamentu Sektora Publicznego w DNB Bank Polska.

Polityka DNB Banku zakłada finansowanie projektów związanych z ochroną środowiska i infrastrukturą samorządową właśnie poprzez zielone obligacje. W 2018 roku był trzecim pod względem aktywności na rynku zielonych obligacji bankiem na świecie. Korzysta przy tym ze wzorców skandynawskich – miasta takie jak Oslo czy Sztokholm już od kilku lat z powodzeniem emitują zielone obligacje.

– Wykorzystując te wzorce, chcemy wdrożyć je do polskich samorządów i pokazać, w jaki sposób można uatrakcyjnić finansowanie, pokazać mieszkańcom, na co wydajemy konkretne środki pożyczone od banku – mówi Małgorzata Zielińska.

Jak wynika z tegorocznego raportu DNB i KPMG, globalna wartość zielonych obligacji wyniosła w 2017 roku 162,1 mld dol. W 2018 roku było to 167,3 mld. Szacunki rynkowe mówią, że w tym roku będzie to już 250 mld dol. Tylko w styczniu i lutym tego roku wyemitowano obligacje o wartości 24,6 mld dol. Największy udział w rynku zielonych obligacji mają USA (20 proc.) i Chiny (18 proc.). Z europejskich krajów najaktywniejsze pod tym względem są Francja (8 proc.), Niemcy (5 proc.) oraz Holandia (4 proc.). Prawie połowa ze wszystkich europejskich zielonych emitentów to instytucje niefinansowe.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/inwestycje-miast-skupiaja,p1146275718

Pracodawcy muszą walczyć o młodych pracowników. Coraz częściej nie stawiają się oni na umówione rozmowy rekrutacyjne

Bywają sytuacje, kiedy na 10 umówionych spotkań z kandydatami nie przychodzi nikt i dla dzisiejszego pokolenia millenialsów jest to niestety typowe zachowanie – mówi Anna Panek, dyrektor HR w Vivus Finance. Jak podkreśla, to pokolenie – choć ma wśród pracodawców opinię roszczeniowych i wymagających – wnosi jednak do firmy wiele korzyści i jest bardzo efektywne w działaniu. Dlatego menadżerowie powinni się uelastycznić i dopasować do ich potrzeb, a firma może wypracować balans pomiędzy oczekiwaniami a tym, co może zaoferować, łącząc przedstawicieli różnych generacji przy wspólnych projektach.

– Kultura organizacyjna w firmie powinna być dopasowana do potrzeb millenialsów, bo to oni stanowią nawet 70 proc. pracowników w większości firm. Musi być to kultura nastawiona na błyskawiczny feedback – trochę na zasadzie lajkowania na Facebooku. Ten feedback musi nastąpić tu i teraz, pod konkretnym zdarzeniem, a nie za godzinę czy za rok – mówi agencji Newseria Biznes Anna Panek, dyrektor departamentu HR w Vivus Finance.

Millenialsi, czyli pokolenie urodzone w latach 80. i 90., bywają też nazywani pokoleniem Y. Zgodnie z definicją Center for Generational Kinetics, która zajmuje się badaniem generacji na rynku pracy, igreki mają dziś od 24 do 42 lat. Do 2025 roku będą stanowić już 75–80 proc. wszystkich pracowników na globalnym rynku pracy.

Ich oczekiwania i podejście do pracy jest inne niż poprzednich pokoleń – są świadomi swoich kwalifikacji i umiejętności, bardziej wymagający w stosunku do pracodawców, oczekują czegoś więcej niż samo wynagrodzenie. Jak wynika z raportu Deloitte „Liderzy przyszłości”, oczekują oni wyzwań, umożliwienia im rozwoju zawodowego i łączenia kariery z życiem prywatnym. Nie przywiązują się do miejsca pracy, a z drugiej strony dzięki social mediom są bardzo dobrze zorientowani w rynku i często zmieniają pracodawców.   

– Millenialsi oczekują dużo wsparcia, chcą wiedzieć dokładnie, co mają zrobić i jaka będzie z tego korzyść dla firmy. To jest ogromna wartość. Dotychczas mieliśmy w firmie wiele spotkań, czasem mało efektywnych, bez konkretnych rozwiązań. Millenialsi uczą nas tego, żeby wszystko, co robimy, było efektywne, dopasowane do okoliczności i stanowiło wartość – mówi Anna Panek – Z jednej strony rzeczywiście trzeba millenialsom poświęcać dużo czasu, uwagi i budować programy, które sprostają ich oczekiwaniom, z drugiej oni uczą nas efektywności, zwięzłości, konkretności.

Z kolei tegoroczny raport „Jakość procesów rekrutacji” Aplikuj.pl pokazuje, że millenialsi przykładają wagę nawet do tego, w jaki sposób pracodawca prowadzi proces rekrutacji, jakie ma opinie wśród obecnych czy byłych pracowników i jakie relacje panują w firmie.

– Dzisiaj kandydaci, którzy przychodzą do pracy, pytają nie tylko o to, na czym będzie polegała ich praca na danym stanowisku. Są też żywo zainteresowani, czy firma inwestuje w jakieś ekologiczne przedsięwzięcia, czy ma wyodrębniony dział zajmujący się akcjami charytatywnymi. Oni bardzo interesują się tym, co dzieje się  dookoła społeczności w danym środowisku – mówi Anna Panek.

Jak podkreśla, kultury organizacyjnej firmy nie buduje się z dnia na dzień. To wieloletni proces, który zaczyna się na szczeblu zarządu i później powinien być rozwijany w dół, przez menadżerów wyższego i średniego szczebla aż po szeregowych pracowników. Dyrektor HR w Vivus Finance zauważa też, że dzisiejszy rynek pracy w Polsce, który jest zdecydowanie rynkiem pracownika, sprzyja pokoleniu Y. To powoduje, że pracodawcy muszą się bardziej starać, aby przyciągnąć takich kandydatów.

– Bywają sytuacje, kiedy na 10 umówionych spotkań z kandydatami, nie przychodzi nikt. Na początku myślałam, że jest to być może kwestia branży czy stanowiska, ale z rozmów z kolegami i koleżankami z branży HR wynika, że jest to bardzo typowe zachowanie dzisiejszego pokolenia millenialsów. Umawiają się czasami na 3–4 rozmowy w tym samym dniu, nierzadko o tej samej godzinie i po prostu nie przychodzą. Stąd bierze się potrzeba walki o kandydata – poprzez media społecznościowe, budowanie brandu pracodawcy, employee value proposition bądź przez pokazywanie, jakie korzyści przyniesie kandydatowi przyjście do danej firmy – mówi Anna Panek.

Wśród pracodawców millenialsi mają opinię roszczeniowych i wymagających, ale z drugiej strony potrafią też wnieść do firmy wiele korzyści i są bardzo efektywni w działaniu. Dlatego menadżerowie powinni się uelastycznić i dopasować do ich potrzeb.

– Nie znajdzie się firma, w której pracują sami milenialsi. Balans między ich oczekiwaniami a tym, co pracodawca może zaoferować, można osiągnąć, miksując generacje, dając im wspólne projekty. Z jednej strony będą się oni mogli podzielić swoimi doświadczeniami, oczekiwaniami, zwinnością, szybkością, efektywnością działań, z drugiej – zobaczyć, że to doświadczenie kilku- czy kilkunastoletnie stanowi ogromną wartość i czasami może warto zastanowić nad wdrażanymi rozwiązaniami. Taki balans i taki zdroworozsądkowe podejście pracodawcy mogą uzyskać, mieszając pokolenia – mówi dyrektor departamentu HR w Vivus Finance.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pracodawcy-musza-walczyc,p1206187345

Sylwester w górach – Hotel Kmicic Belvedere & Spa w Złotym Potoku

0

Hotel Kmicic Belvedere & Spa

Przywitaj Nowy Rok na Balu Sylwestrowym w Hotelu Kmicic Belvedere & SPA! W tym roku mamy okazje przeżyć nie zapomniany Sylwester z okrągła rocznicą 2020. Z tego też powodu wpadliśmy na pomysł, aby zrobić coś szalonego i nie spotykanego. Jak się bawić to na całego i dlatego organizujemy Sylwestra, który będzie trwał aż 4 dni.

Spędź z nami ten długi weekend Sylwestrowym w duchu orientalnego tańca w towarzystwie niezapomnianych tancerek rewii Bollwood i Baśni 1001 Nocy !!!!

W planie artyści z zespołu Sylwia Lula Show zaproszą państwa na jedyną w swoim rodzaju wycieczka do orientalnego świata.

  • Zobaczymy najgorętsze tańce!!!
  • Zatańczymy do największych przebojów!!!!
  • Odwiedzimy cały półwysep indyjski oraz arabskie Maroko i Casablankę….

Więcej informacji na temat oferty Sylwester w Hotelu Kmicic oraz cały program Sylwestra  znajdziecie Państwo  na naszej stronie internetowej
https://www.hotel-kmicic.pl/oferta/pakiety-pobytowe/34-sylwester-na-jurze

Co poza tym?

Zanim spędzimy ostatni wieczór starego 2019 roku, przygotowaliśmy dla naszych Gości Hotelowych, wiele dodatkowych atrakcji, które zapełnią czas i przyczynią się do aktywnego wypoczynku w naszym pięknym mieście Złotym Potoku.

Złoty Potok, to taka mała kraina w sercu Jury Krakowsko – Częstochowskiej, w tym niezwykle urokliwym i magicznym zakątku wśród fantastycznych ostańców, bukowych lasów i wzgórz , krystalicznie czystych potoków i stawów przeżyjesz z nami niezapomniane noworoczne chwile oraz moc atrakcji sylwestrowych !!!

W ramach pakietu przygotowaliśmy dla Gości:

  • 3 noclegi i 3 Uroczyste Sylwestrowe uroczyste śniadania
  • BAL SYLWESTROWY REWIA BOLLWOOD I BAŚNIE Z 1001 NOCY
  • Pokaz Sztucznych Ogni
  • Pokaz Wizażu i Makijażu Światowej Klasy Kosmetyków Firmy Maty Kay
  • Biesiada Śląska z Wiejskim stołem oraz gorącym golonkami i żeberkami
  • Grill w Jurajskich Plenerach z Pieczonym Prosiakiem
  • Wycieczki Jurajskim Szlakiem Orlich Gniazd
  • Jurajski Tramwaj po Złotym Potoku
  • Seans w Grocie Solnej oraz na fotelu relaksacyjnym
  • Strefa Wellness;
  • Basen
  • Bicze Szkockie
  • Jacuzzi
  • Strefa Saun
  • Siłownia
  • Solarium
  • Grota Solna
  • Strefa Gier:
  • Bilard
  • Piłkarzyki
  • Ping – Pong
  • Bezpłatny parking
  • Internet bezprzewodowy

Po tak wyjątkowo spędzonym weekendzie wypoczniesz w naszej ekskluzywnej strefie relaksu by nabrać sił na nadchodzący NOWY 2020 Rok .

Dlaczego warto rezerwować miejsca już teraz?

Ponieważ Mega Promocja trwa tylko do końca września 2019.  Nasze Sylwestry z roku na rok są co raz piękniejsze, z tego powodu nie możemy zagwarantować , że starczy miejsca dla wszystkich.

Zadzwoń już dziś i zapytaj o szczegóły oferty i rezerwacje.
Rezerwacje tel. +48 600 837 067

Pozdrawiamy, zespół Hotelu Kmicic w Złotym Potoku.