NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Tysiące ukraińskich dzieci ofiarami wojny. UE rozszerza sankcje za deportacje i przymusową asymilację

0

Od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie zginęło lub zostało rannych ok. 4 tys. dzieci. Ponad 20,5 tys. zostało deportowanych lub przymusowo przemieszczonych – wynika z danych przywoływanych przez Unię Europejską. W tym roku Niezależna Międzynarodowa Komisja Śledcza ONZ ds. Ukrainy uznała deportacje i przymusowe transfery dzieci przez rosyjskie władze oraz ich wymuszone zaginięcia za zbrodnie przeciwko ludzkości. 28 września Rada UE objęła sankcjami kolejne osoby i podmioty odpowiedzialne za deportacje ukraińskich dzieci i ich przymusową asymilację.

– Tego lata każdego dnia w ukraińskie miasta uderzały kolejne pociski. W Krzywym Rogu w środku dnia rosyjskie drony uderzyły w zatłoczoną galerię handlową. A potem uderzyły po raz kolejny – ich zamierzonym celem byli ratownicy, którzy pośpieszyli z pomocą. To nie jest po prostu wojna. To jest celowa strategia terroru – podkreśliła podczas orędzia o stanie Unii (SOTEU), wygłoszonym we wrześniu w Parlamencie Europejskim, Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej.

Według danych Misji ONZ ds. Monitorowania Praw Człowieka w Ukrainie (HRMMU) od stycznia do sierpnia 2026 roku w Ukrainie zginęło co najmniej 2222 cywilów, a 13 058 zostało rannych. Łączna liczba ofiar była o 55 proc. wyższa niż w tym samym okresie ubiegłego roku i już po ośmiu miesiącach przekroczyła bilans całego 2025 roku. We wrześniu liczba ofiar nadal rosła – do 24 września ONZ odnotowała co najmniej 200 zabitych i 1234 rannych cywilów.

– Putin pochodzi ze służb komunistycznych i stosuje starą ruską metodę uderzania w ludność cywilną, w najsłabsze osoby. Powinniśmy ten temat podnosić, ujawniać, mówić o tym jak najgłośniej – podkreśla Krzysztof Brejza, poseł do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Obywatelskiej.

Wśród ofiar są tysiące dzieci. Jak podawał w sierpniu br. UNICEF, od lutego 2022 roku ONZ zweryfikowała 3946 przypadków dzieci zabitych lub rannych w Ukrainie, przy czym rzeczywista liczba może być wyższa. W lipcu br. zginęło 17 dzieci, a 166 zostało rannych. Jak podaje UNICEF, był to pod tym względem najgorszy miesiąc od kwietnia 2022 roku.

Jednym z dzieci rannych w rosyjskich atakach jest 10-letnia Oleksandra Paskal. Miała sześć lat, kiedy rosyjski pocisk trafił w jej dom. Dziewczynkę wydobyto spod gruzów. Przez dwa tygodnie była w śpiączce, a w wyniku odniesionych obrażeń straciła lewą nogę.

– Sasza się nie poddała. Zaledwie siedem miesięcy po ataku wróciła do sali gimnastycznej – dzięki protezie. Trenowała więcej niż wcześniej i zaczęła zdobywać złote medale – podkreśliła na sesji plenarnej PE Ursula von der Leyen. – Latem tego roku podróżowała po całym świecie w ramach tournée „Taniec wolności” [ang. „Dance of Freedom”]. Pragnie pokazać całemu światu, jak Ukraińcy stawiają opór w walce o wolność.

W ramach „Tańca wolności” Oleksandra występowała m.in. w Paryżu, Nowym Jorku, Rio de Janeiro i Tokio.

– Mimo że nie mam nogi, chcę iść naprzód. Zawsze uprawiałam gimnastykę artystyczną, zarówno przed wojną, jak i po wojnie będę ją uprawiać. Oczywiście z nogą byłoby łatwiej. Mam nadzieję, że bez niej też będzie mi łatwo. Być może nie będę w stanie wykonać niektórych ruchów, ale będę się starać – mówi Oleksandra Paskal.

– Pokazanie historii tej dziewczynki było bardzo ważne. Uważam, że na wszystkich nas spoczywa obowiązek informowania ludzi o tym, co się tam dzieje – podkreśla Krzysztof Brejza.

Według Rady UE od początku pełnoskalowej wojny ponad 20,5 tys. ukraińskich dzieci zostało deportowanych lub przymusowo przemieszczonych do Rosji lub na okupowane terytoria. Działaniom tym towarzyszy przymusowa asymilacja, w tym indoktrynacja i edukacja o charakterze zmilitaryzowanym.

W marcu br. Niezależna Międzynarodowa Komisja Śledcza ONZ ds. Ukrainy uznała deportacje i przymusowe transfery dzieci dokonywane przez rosyjskie władze oraz ich wymuszone zaginięcia za zbrodnie przeciwko ludzkości. Komisja poinformowała wtedy, że zweryfikowała deportację lub przymusowy transfer 1205 dzieci z pięciu regionów Ukrainy do Rosji lub na inne okupowane obszary Ukrainy. Około 80 proc. dzieci objętych tymi udokumentowanymi przypadkami nie wróciło do domów.

– Jako Parlament Europejski kolejny raz wezwaliśmy Rosję do zwrotu uprowadzonych dzieci z Ukrainy. Trzeba nazywać Rosję takim państwem, jakim jest – państwem terrorystycznym – ocenia europoseł. – Musimy zmienić nasze postrzeganie Rosji. Jej nie chodzi, żeby narzucić jakiś światopogląd, ale żeby zniszczyć naszą cywilizację, zniszczyć świat, w jakim funkcjonujemy. To państwo destrukcji, niestety często uderzające też w najsłabszych – dzieci, kobiety, starszych ludzi.

28 września Rada UE nałożyła sankcje na kolejne 10 osób i 17 podmiotów odpowiedzialnych za tego typu działania. Na liście znalazły się m.in. Komisja Turystyki Miasta Moskwy, obozy dla dzieci i ośrodki sportowe w Rosji oraz na okupowanych terytoriach Ukrainy, wykorzystywane do działań związanych z indoktrynacją, edukacją propagandową i integracją dzieci z rosyjską tożsamością. Sankcjami objęto również prezydenta Tatarstanu Rustama Minnichanowa za ułatwianie nielegalnej deportacji ukraińskich dzieci do obozów znajdujących się w jego regionie oraz państwowy obóz dziecięcy Songdowon w Korei Północnej, który według Rady UE uczestniczył w programach wywożenia ukraińskich dzieci z okupowanych terenów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/tysiace-ukraiskich,p1776918376

Amazon otworzył robotyczne centrum logistyczne na Dolnym Śląsku. Utworzy tam ponad tysiąc miejsc pracy

21 września br. Amazon otworzył centrum logistyczne w Dobromierzu na Dolnym Śląsku. To 12. obiekt w Polsce i czwarty w regionie. Przedstawiciele firmy podkreślają, że w Dobromierzu powstanie ponad tysiąc miejsc pracy, a ich zadania będą wspierane przez ponad 5 tys. robotów Amazon Robotics. Część maszyn będzie odpowiedzialna za pakowanie produktów i tworzenie opakowań „szytych na miarę”.

– Nowe centrum logistyczne wyróżnia się wysokim stopniem robotyzacji i automatyzacji. Budynek ma cztery kondygnacje, a trzy są w pełni przeznaczone do procesów robotycznych. Posiadamy 5 tys. robotów, które na co dzień wspomagają ludzi i ułatwiają im pracę. Jest to centrum nowej generacji, gdzie produkty są dostarczane do pracowników. W nowoczesnej logistyce do pracownika podjeżdżają całe regały, z których on tylko pobiera produkt – mówi agencji Newseria Piotr Sobieski, dyrektor centrum logistycznego Amazon w Dobromierzu.

Czterokondygnacyjne centrum logistyczne w Dobromierzu wyposażono w ponad 5 tys. robotów Amazon Robotics wspierających pracowników. To właśnie tu po raz pierwszy w Polsce wdrożono automatyczne maszyny pakujące, które w czasie rzeczywistym dobierają rozmiar opakowania do wielkości produktu.

Obiekt, który powstał w ciągu 17 miesięcy, jest elementem ogłoszonej w 2026 roku strategii Amazon, która zakłada modernizację europejskiej sieci logistycznej i utworzenie 25 tys. nowych miejsc pracy w Europie. Firma od 2012 roku zainwestowała w Polsce ponad 45 mld zł i zapowiedziała kolejne ponad 23 mld zł w latach 2026–2028.

– Na Dolnym Śląsku jesteśmy już od wielu lat. W 2014 roku otworzyliśmy tu pierwsze centrum w Bielanach Wrocławskich, teraz mamy już dwa centra i jedną ogromną sortownię w Okmianach. Tak więc mamy w regionie już całą infrastrukturę i nasze nowe centrum robotyczne wpina się w ten ekosystem logistyczny. Mamy dostęp do bardzo wykwalifikowanej kadry pracowniczej, dobre relacje z władzami lokalnymi i uczelniami, więc dlatego zdecydowaliśmy się na ten region – mówi agencji Newseria Piotr Sobieski.

Na Dolnym Śląsku Amazon zatrudnia ponad 6 tys. pracowników. W samym 2025 roku zainwestował w regionie ponad 2,5 mld zł, a od 2012 roku łącznie 13 mld zł. Według korporacji jej działalność podniosła regionalne PKB o ponad 1,3 mld zł.

– Cieszy nas to, że tak duża firma jak Amazon wchodzi do podstrefy Dobromierz z bardzo nowoczesną technologią i z systemem 5 tys. robotów Amazon Robotics. Pracownicy mają blisko do pracy, czas dojazdu został skrócony do minimum. Tysiąc miejsc pracy ma duże znaczenie dla lokalnego rynku pracy, w tym dla gminy Dobromierz, ale nie tylko. Także dla subregionu wałbrzyskiego, powiatu świdnickiego, okolicznych powiatów i gmin. Oczywiście liczymy na społeczną odpowiedzialność Amazon, ale też wpływy podatkowe, które szacujemy już na podstawie rozmiaru obiektu i powierzchni gruntu na 7 mln zł – podkreśla Jerzy Ulbin, wójt gminy Dobromierz.

– Jest to nasze czwarte centrum logistyczne na Dolnym Śląsku, a 12. w Polsce. Jesteśmy z niego bardzo dumni, ponieważ jako zarządzający sklepem Amazon.pl wiemy i jesteśmy przekonani, że wpłynie to bezpośrednio na szybkość dostaw dla naszych klientów. A Polacy kochają szybką dostawę. Najlepiej, żeby była darmowa, w ramach subskrypcji Amazon Prime – uważa Katarzyna Ciechanowska-Ciosk, dyrektorka zarządzająca Amazon.pl.

– Rola Polski dla Amazon jest strategiczna. Polska i Czechy mają bardzo dobre umiejscowienie, można stąd szybko dotrzeć do wielu miejsc w Europie. Ale myślimy o tych krajach także w kontekście przyszłościowym. Uruchomiliśmy sklep Amazon.pl, który dynamicznie się rozwija. Te lokalizacje umożliwią nam w przyszłości bardzo szybkie dostawy do naszych klientów w Polsce – ocenia Sławomir Płonka, dyrektor regionalny ds. operacji Amazon w Europie Środkowo-Wschodniej.

Jeszcze w 2026 roku centrum logistyczne zapewni ponad tysiąc stałych miejsc pracy. Zatrudnienie znajdą operatorzy stacji kompletacji, przyjęcia i wysyłki, technicy i inżynierowie utrzymujący roboty i systemy IT, kierownicy operacyjni oraz specjaliści HR, BHP i administracji.

– W tym roku się rozkręcamy, ponieważ to pierwszy rok po otwarciu. Liczymy na to, że będzie tutaj pracowało ponad tysiąc osób. Natomiast w przyszłych latach zakładamy dalszy rozwój. Jesteśmy tuż po przeglądzie wynagrodzeń, zrewidowaliśmy wszystkie stanowiska. Udało nam się osiągnąć wyższy poziom podwyżek niż inflacyjny. Wyższy również, niż zaoferował rynek. Podstawowa płaca będzie wynosiła ponad 6,4 tys. zł brutto, wliczając w to 15-proc. premię za przychodzenie do pracy zgodnie z grafikiem – wyjaśnia Sławomir Płonka.

Amazon niedawno ogłosił, że od 1 października br. pracownicy wynagradzani stawką godzinową we wszystkich 12 centrach logistycznych w Polsce, w tym w Dobromierzu, zarobią więcej. Nowe pensje będą wynosić od 6472 zł do 7052 zł brutto na stanowiskach podstawowych i od 7728 zł do 8404 zł brutto na stanowiskach liderów zespołów, w zależności od stażu pracy, stanowiska i liczby przepracowanych godzin w miesiącu.

– Oferujemy umowy o pracę dla osób zatrudnionych w Amazon. Do tego specjalna premia, obiad za złotówkę, transport pracowniczy z wybranych kierunków, karta MultiSport, opieka medyczna LUX MED, ubezpieczenie na życie – wymienia dyrektor regionalny ds. operacji Amazon w Europie Środkowo-Wschodniej. – Od pierwszego dnia można wnioskować o dofinansowanie edukacji w ramach naszego programu „Postaw na swój rozwój”. Roczny limit wynosi 8,2 tys. zł i można je przeznaczyć na kursy doszkalające, które niekoniecznie muszą być związane z pracą tutaj, ale mogą też poszerzać inne kompetencje pracownika.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/amazon-otworzyl,p569635369

Gigantyczny dług Ameryki będzie napędzać ceny złota. Inwestorzy indywidualni znowu kupują fizyczny kruszec

0

Cena złota spot (XAU) gwałtownie wzrosła w styczniu 2026 roku do rekordowego poziomu. Przekroczyła 5,5 tys. dol. za uncję intraday. Pod koniec czerwca br. spadła jednak poniżej 4 tys. dol. za uncję – tak wynika z analiz Światowej Rady Złota (World Gold Council, WGC). Eksperci podkreślają, że na notowania złota wpływają m.in. czynniki geopolityczne czy też kondycja gospodarcza Stanów Zjednoczonych.

– Po bardzo wysokich wzrostach na początku 2026 roku i dość dużej korekcie na początku II kwartału obecnie sytuacja na rynku jest coraz bardziej dynamiczna. Inwestorzy indywidualni zaczynają znowu wracać do zakupów złota – mówi w rozmowie z agencją Newseria Paweł Mazurek, prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia.

Cena złota na Londyńskiej Giełdzie Złota (LBMA) w 2025 roku ustanowiła 53 nowych rekordów wszech czasów. Średnia cena w IV kwartale wyniosła 4135 dol. za uncję (wzrost o 55 proc. r/r), co dało najwyższą roczną średnią na poziomie 3431 dol. za uncję (+44 proc. r/r). Tak wynika z danych WGC.

– Ostatni rok był bardzo dynamiczny, jeżeli chodzi o notowania kursu złota. W ciągu roku, a tak naprawdę półtora, ceny wzrosły o ponad 65 proc., co było ewenementem od prawie 50 lat – podkreśla Paweł Mazurek.

Zdaniem analityków Światowej Rady Złota pierwsze półrocze 2026 roku pokazało, że ​​złoto pozostaje wrażliwe na rosnące obawy geopolityczne i nagłe zmiany nastrojów inwestorów.

– Obecna korekta jest zjawiskiem bardzo normalnym, jednakże bardzo dynamiczne wahania cen złota wynikają z tego, że wielu inwestorów, którzy starają się szybko zarobić na złocie, postanowili spekulować na jego cenach. W związku z tym one bardzo się wahały w krótkim czasie, jednakże same fundamenty inwestowania w złoto są niezachwiane – wyjaśnia prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia.

W 2025 roku obrót złotem osiągnął rekordową średnią wartość 361 mld dol. dziennie. Londyn jest kluczowym centrum handlowym z wolumenem obrotu pozagiełdowego przekraczającym 160 mld dol. dziennie, głównie w formie kontraktów spot. COMEX jest liderem w obrocie instrumentami pochodnymi, a zaraz za nim znajduje się szybko rozwijająca się giełda kontraktów terminowych w Szanghaju.

– Wcześniej raczej nie zdarzały się sytuacje tak drastycznego spekulowania na złocie. Wynika to z bardzo dynamicznej sytuacji zarówno na rynku papierów wartościowych, jak i obligacji skarbowych, szczególnie Stanów Zjednoczonych, a także sytuacji geopolitycznej. W momencie kiedy rozpoczęła się wojna w Iranie i walka o przepustowość cieśniny Ormuz, inwestorzy postanowili zrealizować swoje zyski na złocie. W związku z tym cena gwałtownie spadła – tłumaczy Paweł Mazurek.

Według analityków WGC przy obecnych poziomach cena złota jest zasadniczo zgodna z globalnym otoczeniem umiarkowanego wzrostu. W grę wchodzi spadająca, ale wciąż wysoka inflacja oraz oczekiwania dalszego, choć ograniczonego, zacieśniania polityki pieniężnej przez banki centralne. Zgodnie z prognozami cena złota prawdopodobnie utrzyma się w stosunkowo wąskim przedziale (+5 proc.).

– Tradycyjnie najmocniej na notowania złota wpływają czynniki geopolityczne, jak również te wynikające z głównej gospodarki świata, czyli Stanów Zjednoczonych. Najczęściej inwestorzy w momencie, kiedy obligacje skarbu USA są wysoko oprocentowane, odwracają się od fizycznego kruszcu, żeby móc zrealizować zyski na obligacjach skarbowych. Obecnie jednak zadłużenie Stanów Zjednoczonych jest duże. Wysokie oprocentowanie obligacji nie wynika z siły gospodarki, ale niektórzy się obawiają, że ze zbyt dużego zadłużenia. W związku z tym wracają do inwestowania, zabezpieczania w fizycznym złocie – tłumaczy ekspert.

Dług publiczny Stanów Zjednoczonych 18 sierpnia br. po raz pierwszy w historii przekroczył barierę 40 bln dol. Składa się na nie 32,266 bln dol. w skarbowych papierach wartościowych i zadłużenie wewnątrzrządowe na kwotę 7,782 bln dol.

– Sytuacja na rynku złota, po bardzo burzliwym I kwartale 2026 roku, kiedy osiągnęło ono swoją historyczną cenę i po dość wyraźnej korekcie o ok. 25 proc., w II–III kwartale sytuacja była dość spokojna. Inwestorzy indywidualni zobaczyli, że znowu cena kruszców – zarówno złota, jak i srebra – rośnie, w związku z czym jest coraz większe zainteresowanie zakupami fizycznego kruszcu – zaznacza prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia.

Całkowity popyt na złoto, wliczając w to transakcje OTC, w II kwartale 2026 roku pozostał niezmieniony w ujęciu r/r i wyniósł 1,269 tys. t. Tym samym w I półroczu osiągnął on poziom 2,522 tys. t (+2 proc. r/r), a jego rekordowa wartość – 380 mld dol.

– Po bardzo burzliwym 2025 i początku 2026 roku nie spodziewałbym się aż tak gwałtownych skoków cen złota. One będą rosły i wszystko na to wskazuje. Sytuacja geopolityczna i kondycja finansów Stanów Zjednoczonych wskazują na to, że inwestorzy będą się jednak odwracać od obligacji skarbu USA. Nie wiemy jeszcze również, jak będzie wyglądała sytuacja na rynkach finansowych – mówi Paweł Mazurek.

Podkreśla, że rynki finansowe od wielu miesięcy przeżywają hossę, a niektórzy specjaliści zastanawiają się, jak długo jeszcze ona potrwa.

– W momencie kiedy rynki finansowe i giełdy zaczynają spadać, wtedy wszyscy inwestorzy wracają do złota. Trudno obecnie powiedzieć, jak długo potrwa hossa na rynku papierów wartościowych. Jeżeli ona się skończy, to wtedy będzie większa dynamika również na rynku złota – uważa prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/gigantyczny-dlug-ameryki,p1600309434

Głód, epidemie i brak czystej wody. Największe potrzeby humanitarne są w Sudanie i Strefie Gazy

W Gazie pomocy potrzebuje niemal cała licząca 2,1 mln osób populacja, a większość mieszkańców musiała opuścić swoje domy. W Sudanie liczba osób potrzebujących wsparcia wzrosła do 33,7 mln. Jednocześnie coraz mniej uwagi i środków trafia do krajów dotkniętych długotrwałymi kryzysami, m.in. Somalii, Afganistanu, Jemenu i państw Sahelu. Organizacje humanitarne muszą ograniczać pomoc, choć potrzeby nadal rosną.

– Obecnie mamy do czynienia zarówno z nowymi konfliktami i kryzysami, jak i z takimi, które się przeciągają. W Strefie Gazy praktycznie każdy potrzebuje pomocy humanitarnej, a możliwość jej dostarczania jest bardzo ograniczona. Drugim takim miejscem jest Sudan, który wyrasta obecnie na największy kryzys humanitarny. Ogromnym problemem są tam niedożywienie, zagrożenie dla kobiet i dzieci, przemoc seksualna oraz masowe przemieszczenia ludności – mówi agencji Newseria Helena Krajewska, rzeczniczka prasowa Polskiej Akcji Humanitarnej.

W Strefie Gazy większość mieszkańców jest wewnętrznie przesiedlona. Według Biura ONZ ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) na początku lipca 90 proc. ludności miało ograniczony dostęp do bezpiecznej wody, wobec 84 proc. miesiąc wcześniej. Zwiększenie dostaw pomocy i towarów komercyjnych poprawiło sytuację żywnościową, jednak większość mieszkańców wciąż jest uzależniona od wsparcia.

– Większość osób mieszka w tymczasowych schronieniach, dlatego dużym problemem jest zapewnienie im odpowiedniego schronienia przed zimą. Polska Akcja Humanitarna prowadzi w Strefie Gazy projekt, który ma odpowiadać na tę potrzebę. Potrzebny jest również dostęp do żywności i czystej wody, bez której trudno przygotować odżywcze mieszanki dla niedożywionych dzieci. Nieco ponad połowa szpitali i klinik funkcjonuje, ale tylko w ograniczonym zakresie, a na północy Strefy Gazy dostęp do opieki medycznej jest szczególnie utrudniony. Problemy dotyczą także dostaw pomocy humanitarnej. Nawet wcześniej zatwierdzone transporty bywają na przejściach granicznych odrzucane lub opóźniane – wskazuje Helena Krajewska.

Od początku roku do 6 sierpnia 2026 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) odnotowała 45 ataków na opiekę zdrowotną w Strefie Gazy. W 33 przypadkach utrudniano udzielanie pomocy medycznej. Zginęło 10 osób, a 44 zostały ranne. Wiele z tych zdarzeń miało miejsce podczas ewakuacji medycznych w pobliżu przejścia granicznego w Rafah. Według OCHA konwoje były zatrzymywane, opóźniane lub przeszukiwane, a niekiedy zatrzymywano także pacjentów lub ich opiekunów.

W Sudanie ciężkie ostre niedożywienie może w 2026 roku dotknąć 825 tys. dzieci poniżej piątego roku życia, o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Według IPC, międzynarodowego systemu oceny bezpieczeństwa żywnościowego, w 14 rejonach Darfuru i Kordofanu istnieje ryzyko klęski głodu.

– Polska Akcja Humanitarna pomaga na granicy Sudanu i Sudanu Południowego. Wiemy, w jakim stanie ludzie docierają do tej granicy – są absolutnie wycieńczeni – podkreśla rzeczniczka PAH.

Według danych Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) pod koniec 2025 roku liczba sudańskich uchodźców i osób ubiegających się o azyl sięgała niemal 3,8 mln, o 35 proc. więcej niż rok wcześniej. Najwięcej przebywało ich w Czadzie – 1,3 mln, Egipcie – 834,2 tys. oraz Sudanie Południowym – 571,1 tys. Łącznie państwa regionu przyjęły 96 proc. sudańskich uchodźców.

Brakuje również pieniędzy na prowadzenie działań pomocowych. Według danych OCHA plan pomocy humanitarnej dla Sudanu był pod koniec sierpnia sfinansowany w niespełna 41 proc.

– Zainteresowanie mediów kryzysami humanitarnymi jest największe wtedy, gdy coś się wydarza, na przykład wybucha wojna. Później stopniowo spada, chociaż potrzeby nie znikają. Widzieliśmy to w przypadku Ukrainy. Przed 2022 rokiem niewiele osób interesowało się tym, że pomocy nadal potrzebowało tam ponad 3 mln ludzi. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny zainteresowanie gwałtownie wzrosło, a teraz znowu spada. Podobnie jest z przedłużającymi się kryzysami w Sudanie i Strefie Gazy, mimo że potrzeby pozostają ogromne – ocenia Helena Krajewska.

Niski poziom finansowania dotyczy także wielu kryzysów, o których rzadko informują media. Według danych OCHA pod koniec sierpnia plan pomocy dla Somalii był sfinansowany w niespełna 31 proc. Organizacje działające w Afganistanie otrzymały ok. 29 proc. potrzebnych środków, a w Jemenie – ok. 20 proc. Pod koniec kwietnia finansowanie działań w Burkina Faso, Mali i zachodniej części Nigru wynosiło 28 proc. zgłoszonych potrzeb.

– Są niedofinansowane kryzysy, o których niemal się nie mówi, na przykład w Ameryce Środkowej, w tym w Hondurasie, w Sahelu Centralnym czy Somalii. Sytuacja w Somalii bardzo się w tym roku pogłębiła, ale zainteresowanie tym kryzysem jest niewielkie – wskazuje rzeczniczka PAH.

W Somalii pomocy humanitarnej potrzebuje 4,8 mln osób. W 2026 roku ostre niedożywienie może dotknąć 1,85 mln dzieci poniżej piątego roku życia, a u 421 tys. z nich może wystąpić jego najcięższa postać. W Afganistanie wsparcia potrzebuje ok. 21,9 mln osób, czyli blisko 45 proc. ludności kraju.

W 2026 roku pomocy humanitarnej w Ukrainie potrzebuje 10,8 mln osób. Ze względu na ograniczone środki plan ONZ zakłada dotarcie do 4,1 mln osób znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji, przede wszystkim mieszkańców terenów przyfrontowych, osób przesiedlonych, starszych i z niepełnosprawnościami.

– Wojna w Ukrainie wkroczyła w trudną fazę, ponieważ jest to kryzys, który się przeciąga, a pomocy nadal potrzebuje bardzo wiele osób. W miejscowościach położonych przy linii frontu potrzeba praktycznie wszystkiego: żywności, artykułów higienicznych i materiałów do zabezpieczania uszkodzonych domów, zwłaszcza przed zimą. W innych częściach kraju potrzebne są pomoc psychologiczna i finansowa oraz wsparcie po nalotach, m.in. w Kijowie, Charkowie, Dnieprze i Zaporożu. Wraz ze zbliżającą się zimą tej pomocy będzie potrzeba znacznie więcej. Obawiamy się, że zabraknie na nią środków – mówi Helena Krajewska.

Duże kryzysy humanitarne trwają w Demokratycznej Republice Konga i Haiti. Według OCHA w DR Konga pomocy potrzebuje blisko 15 mln osób, ale plan działań humanitarnych obejmuje 7,3 mln z nich. Na trwający od lat kryzys nałożyła się epidemia eboli. Według Światowej Organizacji Zdrowia do 12 sierpnia 2026 roku potwierdzono 4665 przypadków choroby i 2184 zgony. Epidemia objęła 54 strefy zdrowotne w sześciu prowincjach i jest największą w historii kraju.

W Haiti pomocy potrzebuje 6,4 mln osób, a ok. 1,5 mln mieszkańców musiało opuścić swoje domy z powodu przemocy gangów. Plan działań humanitarnych zakłada objęcie wsparciem 4,2 mln osób i wymaga 880 mln dol. Grupy zbrojne kontrolują główne drogi, co utrudnia organizacjom humanitarnym dotarcie do potrzebujących.

– W Demokratycznej Republice Konga trwa ogromna epidemia eboli, która przekroczyła już poziom poprzednich epidemii w tym kraju. Nakłada się ona na istniejący kryzys humanitarny i może doprowadzić do dalszego pogorszenia sytuacji. Na Haiti dużym problemem są przemoc gangów oraz ograniczone możliwości udzielania pomocy humanitarnej. Są też kraje, o których niemal się już nie mówi, mimo że potrzeby pozostają ogromne, jak Jemen i Afganistan – wymienia rzeczniczka PAH.

Trzęsienia ziemi pogłębiły kryzysy trwające już w Kolumbii i Wenezueli. W Kolumbii wstrząs o magnitudzie 7,4, który nastąpił 10 sierpnia, dotknął ponad 282,7 tys. osób. Według danych OCHA z 20 sierpnia zginęło 319 osób, a ponad 31,4 tys. domów zostało zniszczonych. Jeszcze przed katastrofą pomocy humanitarnej w kraju potrzebowało 10,4 mln osób.

W Wenezueli 24 czerwca doszło do dwóch silnych trzęsień ziemi. Jeszcze przed nimi pomocy humanitarnej potrzebowało tam 7,9 mln osób. Do 14 sierpnia ponad 304 tys. poszkodowanych otrzymało pomoc lub skorzystało z podstawowych usług.

– Tak jest z nagłymi kryzysami, że interesujemy się nimi przede wszystkim wtedy, gdy dochodzi do katastrofy. Później media wyjeżdżają, kończy się główna faza pomocy humanitarnej, ale kryzys nadal trwa i często się pogłębia. Dlatego nie możemy zapominać także o tych miejscach – podsumowuje Helena Krajewska.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/glod-epidemie-i-brak,p1292400053

Naukowcy prognozują najsilniejsze El Niño w historii pomiarów. Polacy mogą odczuć jego skutki w cenach żywności

Prognozy naukowców wskazują na to, że tegoroczne El Niño może się okazać najsilniejsze w 150-letniej historii pomiarów. Dodatnia anomalia temperatury powierzchni Pacyfiku ma osiągnąć rekordowy poziom. Michał Brennek z Instytutu Geofizyki PAN podkreśla jednak, że tego zjawiska nie należy łączyć z konkretnymi falami upałów czy innymi silnymi zjawiskami pogodowymi w Polsce. Jego skutki najczęściej odczuwamy pośrednio poprzez wzrost cen artykułów spożywczych takich jak ryż, cukier czy też kawa, produkowanych w regionach tropikalnych. 

– Czym jest El Niño? Mówiąc naukowo, to oscylacja, a mniej naukowo – to huśtawka, wahadło, które w nieregularnym cyklu rozmieszcza na tropikalnym Pacyfiku ciepłą wodę. Jeżeli mamy warunki El Niño, to u zachodnich wybrzeży Ameryk rozwija się dodatnia anomalia temperatury powierzchni oceanu, czyli jest cieplej niż zwykle, co z kolei powoduje, że zmienia się układ wiatrów na największym oceanie na świecie. W efekcie zmienia się wtedy nie tylko cyrkulacja powietrza, ale także transport wilgoci na olbrzymim obszarze – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Michał Brennek z Zakładu Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki PAN. 

Jak podkreśla, zjawiska El Niño nie należy utożsamiać ze zmianą klimatu. To naturalny proces, którego zapisy obserwujemy w koralowcach mających wiele tysięcy lat.

– Skoro mamy zmianę klimatu, to energii w systemie ziemskim przybywa, a jej większość pochłaniają oceany. One działają stabilizująco i skoro pochłaniają energię, to mamy jej nadmiar w oceanie. Widzimy to w rekordowych temperaturach powierzchni oceanu. Na to nakłada się zjawisko El Niño, więc ta dodatnia anomalia temperatury w tropikalnym wschodnim Pacyfiku zaczyna startować z wyższego poziomu – zaznacza Michał Brennek. – El Niño w tym roku jest bezprecedensowe ze względu na zgromadzoną w oceanie energię oraz już bardzo wysokie anomalie temperatury powierzchni oceanu.

El Niño powoduje w kolejnym roku podniesienie globalnej temperatury średnio o 0,1–0,2 st. Celsjusza. Jak tłumaczą badacze, bezpośrednio nie dodaje planecie nowego ciepła, ale jedynie przemieszcza je pomiędzy oceanem a atmosferą w innych miejscach.

– Choć to się wydaje niewiele, należy pamiętać, że patrzymy na zjawisko w skali globalnej. W związku z tym nawet tak niewielkie zmiany temperatury mówią bardzo dużo o skali i powadze tego zjawiska – tłumaczy ekspert.

Amerykańska Narodowa Agencja Oceanów i Atmosfery (NOAA) od czerwca br. ostrzega przed zjawiskiem, które w tym roku rozwija się wyjątkowo szybko. Tygodniowy indeks Niño3.4 sięgnął w połowie czerwca +1,7 st. Celsjusza, a pod powierzchnią oceanu zgromadził się rezerwuar ciepła niemal dwukrotnie większy niż na tym samym etapie rozwoju El Niño w 2023 roku, z anomaliami temperatury dochodzącymi lokalnie do 6 st. C na głębokości 50–150 m. Czternaście modeli klimatycznych wskazuje na możliwość osiągnięcia anomalii, jakiej nie odnotowano jeszcze w blisko 150-letniej historii obserwacji. Naukowcy twierdzą, że może to być najsilniejsze El Niño, z jakim mieliśmy do czynienia.

– Spodziewamy się nie tylko, że ta anomalia temperatury powierzchni będzie bardzo wysoka. Oprócz tego, pod powierzchnią oceanu, mamy jeszcze cały magazyn energii, który będzie zasilał tę temperaturę, więc najprawdopodobniej to zjawisko będzie się utrzymywać – wyjaśnia naukowiec z Zakładu Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki PAN.

Kiedy ocean oddaje do atmosfery więcej ciepła, dochodzi do zmian w układzie wiatrów. Pojawiają się m.in. susze w Indonezji i Australii czy też ulewy na zachodnim wybrzeżu Ameryki Południowej. Susze występujące w strefie tropikalnej ograniczają zbiory wielu upraw, m.in. ryżu, kawy, cukru czy oleju palmowego.

– Lokalnie El Niño zmieni transport wilgoci. W niektórych miejscach będzie bardziej sucho, w innych bardziej wilgotno. Dla Peru, u którego wybrzeży zwykle występują dużo chłodniejsze wody i gdzie gospodarka opiera się na bogatych łowiskach i produkcji mączki rybnej w olbrzymiej skali, oznacza to poważne zakłócenia. Mówimy też o produkcji kakao, kawy czy oleju palmowego, który jest wykorzystywany w zasadzie wszędzie w przemyśle spożywczym. Zmieni się na świecie rozkład plonów i siłą rzeczy cena tych surowców poszybuje w górę – tłumaczy Michał Brennek.

Analizy ekonomiczne wskazują, że silne El Niño może podnieść światowe ceny żywności o ok. 5 proc., a jego skutki gospodarcze mogą się utrzymywać jeszcze przez wiele lat.

– Przesunięcie rytmów pogodowych po tropikalnym Pacyfiku ma olbrzymi, globalny wpływ na całą gospodarkę. Mówimy o kłopotach w systemach rolniczych i żywieniowych w dużej części świata, więc spodziewamy się dosyć niestabilnych cen – wyjaśnia ekspert. – Silne El Niño dla Polski oznacza głównie skutki gospodarcze w postaci albo niedoboru, albo wysokich cen produktów rolnych, także pasz. Podczas poprzedniego poważnego El Niño zapłaciliśmy dużo więcej także za produkty przemysłu cukierniczego, na przykład czekolady.

Podkreśla również, że w Polsce trudno jednoznacznie powiązać El Niño z konkretnymi zjawiskami pogodowymi.

– Paradoksalnie w Polsce sygnał El Niño jest bardzo słaby i bardzo często zauważany tylko zimą, kiedy mamy późne zimowe uderzenia mrozu. Ten mechanizm, który przenosi nadmiar energii z tropikalnego Pacyfiku do nas, jest bardzo silnie modyfikowany przez to, co się dzieje na północnym Atlantyku. To jest główny akwen, który steruje pogodą w Polsce – wyjaśnia Michał Brennek. – Pewne wydarzenia miały miejsce wtedy, kiedy było silne El Niño, na przykład powódź w 1997 roku, ale to jest korelacja, a nie związek przyczynowo-skutkowy, i z pewnością wymaga jeszcze badań. Dużo większe znaczenie miała wtedy dodatnia anomalia temperatury Morza Śródziemnego – będącego źródłem wilgoci – oraz niż henueński, który zapewnił  transport wilgotnych mas powietrza do Polski.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/naukowcy-prognozuja,p196550345

Nowy budżet UE może zmienić zasady finansowania rolnictwa. O jego skuteczności zdecyduje nie tylko pula środków, ale i priorytety

Lata 2028–2034 mogą być okresem dużych zmian we wspólnej polityce rolnej. Jej kształt będzie teraz przedmiotem negocjacji między instytucjami Unii Europejskiej. Zdaniem prof. Marka Wigiera z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej nowy budżet powinien być okazją, by spojrzeć na rolnictwo nie jako na odrębny sektor, ale istotny element bezpieczeństwa żywnościowego, gospodarczego i energetycznego UE. O skuteczności przyszłej WPR będzie decydować nie tylko wysokość budżetu, ale też wyznaczone priorytety, wśród których – zdaniem eksperta – powinny być cyfryzacja i konkurencyjność.

– Perspektywa finansowa 2028–2034 jest wyzwaniem dla całej Unii Europejskiej pomimo większych środków przeznaczonych na cały budżet. Polskie rolnictwo może liczyć na 42 mld euro, może nawet nieco więcej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr hab. Marek Wigier, prof. IERiGŻ, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – Państwowego Instytutu Badawczego.

Komisja Europejska zaproponowała, aby środki na rolnictwo i politykę spójności w budżecie UE na lata 2028–2034 były realizowane w ramach krajowych i regionalnych planów partnerstwa. Państwa członkowskie miałyby większą elastyczność w planowaniu wydatków, ale plany musiałyby realizować priorytety Unii i spełniać warunki określone w unijnych przepisach.

Propozycja Komisji Europejskiej spotkała się z licznymi głosami krytyki ze strony niektórych organizacji rolniczych, państw członkowskich i eurodeputowanych, którym nie podoba się „wrzucenie” do jednej puli środków na politykę spójności i rolnictwo. Przeciwnicy tego rozwiązania wskazują na ryzyko osłabienia wspólnej polityki rolnej. Projekt budżetu będzie teraz przedmiotem negocjacji Rady UE i Parlamentu Europejskiego. Obejmą one zarówno wielkość budżetu, jak i sposób podziału środków oraz cele, którym mają służyć.

– Trzeba spojrzeć przez pryzmat odejścia od sektorowego patrzenia na politykę rolną, poprzez patrzenie na rolnictwo jako element zabezpieczenia bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego, jako element strategii rozwoju całej Unii Europejskiej. Musimy pamiętać o tym, że rolnictwo odpowiada za zabezpieczenie dostępu do żywności dla 450 mln obywateli Unii, ale też jest to ważny sektor gospodarki. To blisko 240 mld euro eksportu i 50 mld euro nadwyżki w eksporcie w handlu zagranicznym UE – ocenia prof. Marek Wigier.

Według danych Komisji Europejskiej w UE funkcjonuje 9,1 mln gospodarstw rolnych, z czego 64 proc. ma powierzchnię mniejszą niż 5 ha. W Polsce, według Powszechnego Spisu Rolnego, działa ich ok. 1,3 mln, a blisko trzy czwarte z nich ma powierzchnię do 10 ha.

Na strategiczny wymiar rolnictwa składa się także sektor przetwórstwa rolno-spożywczego. Przemysł spożywczy obejmuje ponad 309 tys. przedsiębiorstw, w większości małych i średnich, zatrudnia 4,7 mln osób i wytwarza wartość dodaną przekraczającą 266 mld euro rocznie.

– Strategiczny wymiar sektora to również energetyka – 12 tys. biogazowni i 1,7 tys. biometanowni. Czyli mamy całe otoczenie biznesowe, które również poprzez działalność rolniczą wpływa na bezpieczeństwo żywnościowe i energetyczne w UE – wskazuje dyrektor IERiGŻ. – Nowy budżet ma zabezpieczyć funkcjonowanie rolnictwa i jego otoczenia oraz umiejscowić ten sektor w kręgu sektorów strategicznych dla bezpieczeństwa europejskiego. Czy środki są wystarczające, to zależy, w jaki sposób zdefiniujemy cele i czy będą one odpowiadały przyszłym potrzebom.

Zdaniem eksperta nowa perspektywa finansowa powinna odpowiadać na najważniejsze wyzwania, z którymi mierzy się dziś rolnictwo w Polsce i całej Unii Europejskiej.

– Z pewnością będą to instrumenty związane z cyfryzacją, czyli unowocześnianiem gospodarstw rolnych i budowaniem ich konkurencyjności na arenie zarówno europejskiej, jak i międzynarodowej. To powinny być także instrumenty wspierające wielofunkcyjny rozwój, bo gros gospodarstw rolnych w Polsce i UE żyje również z działalności pozarolniczej – tłumaczy dyrektor IERiGŻ.

Według danych GUS za 2023 rok ponad połowę dochodów z działalności rolniczej uzyskiwało 368 tys. gospodarstw domowych z użytkownikiem gospodarstwa rolnego. W większej grupie głównym źródłem utrzymania była praca najemna (ponad 408 tys. gospodarstw), a w ponad 91 tys. – działalność pozarolnicza.

– Kolejnym priorytetem będzie kwestia demograficzna. Starzenie się społeczeństwa w skali całej Unii Europejskiej i w Polsce, a także starzenie się rolników będzie wymagało pewnych nakładów na zachęty dla następców w gospodarstwach rolnych – ocenia prof. Marek Wigier.

Według Komisji Europejskiej osoby poniżej 40. roku życia zarządzają zaledwie 12 proc. gospodarstw rolnych w UE, natomiast kobiety w tej grupie wiekowej zarządzają 3 proc. wszystkich gospodarstw. Jednocześnie co trzecie prowadzą osoby w wieku co najmniej 65 lat. Wspólna polityka rolna wspiera wymianę pokoleniową m.in. poprzez instrumenty ułatwiające młodym rolnikom rozpoczęcie działalności i inwestowanie w gospodarstwa.

Według prof. IERiGŻ kolejnym priorytetem nowej perspektywy finansowej powinno być zwiększanie odporności rolnictwa na skutki zmian klimatu. Według raportu „Study on climate change adaptation in agriculture in the EU, with a focus on water management” sektor traci co roku ponad 28 mld euro z powodu rosnących temperatur, częstszych susz, niedoborów wody oraz ekstremalnych opadów.

– Finansowanie daje szanse na poprawę konkurencyjności gospodarstw, jakości produktów rolnych i finansowanie cyfryzacji. Na ile te szanse zostaną przez rolników wykorzystane, w dużej mierze zależy od nich samych, ale także od otoczenia makroekonomicznego oraz skłonności podmiotów finansujących działalność rolniczą do inwestowania i podejmowania ryzyka. Mam tu na myśli banki oraz instytucje ubezpieczeniowe – przekonuje dyrektor IERiGŻ.

Komisja Europejska wskazuje, że europejskie rolnictwo nadal mierzy się z dużą niepewnością wynikającą z napięć geopolitycznych, zmian klimatu oraz zmienności cen energii i środków produkcji. Wpływa to także na opłacalność produkcji w Polsce, która należy do największych wytwórców i eksporterów żywności w Unii. W 2025 roku, jak wskazuje KOWR, wartość eksportu polskich produktów rolno-spożywczych osiągnęła 58,4 mld euro.

– Europa powinna uciec do przodu z oferowaniem na rynkach międzynarodowych produktów o jak najwyższej jakości. Stąd dbałość o najwyższe standardy jakościowe i fitosanitarne w produkcji roślinnej i zwierzęcej jest pewną szansą, choć oczywiście kosztowną, która może wyróżniać żywność europejską na rynkach międzynarodowych. Ta dbałość o europejską markę żywności powinna być jednym z celów nadrzędnych w budowaniu przyszłości i konkurencyjności rolnictwa europejskiego – ocenia prof. Marek Wigier.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nowy-budzet-ue-moze,p2013314498

Firmy przygotowują się do nowych wymogów cyberbezpieczeństwa. Brak schematu certyfikacji oraz weryfikacja dostawców wśród najważniejszych wyzwań

Po wejściu w życie ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) podmioty kluczowe i ważne przygotowują się do nowych obowiązków. Mają na to czas do 3 kwietnia 2027 roku, ale przedstawiciele Orange Polska wskazują, że szczególnie weryfikacja dostawców usług i sprzętu może wymagać dodatkowego czasu. Postulują także wprowadzenie systemu certyfikacji na wzór ISO, który ułatwiałby organizacjom ocenę zgodności z nowymi przepisami, a także rozszerzenie weryfikacji pracowników zajmujących się cyberbezpieczeństwem.

– Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa to regulacja, która stawia przed podmiotami wiele wyzwań, szczególnie przed podmiotami infrastruktury krytycznej, takimi jak Orange Polska. Możemy mówić zarówno o kwestii zgodności wdrożenia ustawy z wymogami ustawodawcy, o aspektach formalno-praktycznych, jak np. zakres weryfikacji kandydatów do pracy przy systemie zarządzania bezpieczeństwem informacji,  jak i o tym, jak dalece powinniśmy sprawdzać dostawców i w jakim czasie powinniśmy to zrobić. Ustawa nakłada różnorakie obowiązki, a ich realizacja to proces trudny i wymaga przeorganizowania wielu obszarów, żeby mogło to zadziałać – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Sławomir Chmielewski, dyrektor bezpieczeństwa i compliance w Orange Polska. – To są nowe rzeczy i bardzo istotne jest, żeby były wdrożone prawidłowo, ale też żeby organizacja podołała, bo obciążenie jest duże.

Nowelizacja ustawy o KSC, która wdraża do polskiego prawa unijną dyrektywę NIS 2, weszła w życie 3 kwietnia br. Nowe przepisy nakładają na podmioty kluczowe i ważne obowiązki w zakresie stosowania odpowiednich środków technicznych, operacyjnych i organizacyjnych w celu zapewnienia bezpieczeństwa sieci i systemów teleinformatycznych. Od 13 kwietnia do 6 maja br. minister cyfryzacji wprowadził do wykazu podmiotów kluczowych i podmiotów ważnych KSC z urzędu dotychczasowych operatorów usług kluczowych, dostawców usług zaufania, przedsiębiorców telekomunikacyjnych i podmioty publiczne. Podmioty, które nie zostały objęte wpisem z urzędu, muszą go dokonać samodzielnie do 3 października br. 

– Ustawa jest bardzo obszernym dokumentem i reguluje wiele obszarów. Z naszego punktu widzenia certyfikacja na wzór ISO jest więc bardzo dobrym pomysłem. Byłaby dla nas istotną wskazówką, dzięki której wiedzielibyśmy, jak poszczególne punkty czy rozdziały ustawy należy adresować w dużej korporacji. Tego typu certyfikat – odpowiednio sprawdzony i zaudytowany – dawałby gwarancję dla naszych partnerów i klientów co do tego, że jesteśmy zgodni z przepisami prawa – podkreśla dyrektor bezpieczeństwa i compliance w Orange Polska.

Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało projekt zestawienia norm i standardów, których stosowanie będzie wspierać realizację nowych obowiązków, w szczególności dotyczących obowiązków związanych z Systemem Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji (SZBI). Ma ono ułatwić podmiotom identyfikację standardów dotyczących poszczególnych obszarów funkcjonowania systemu, w tym m.in. bezpieczeństwa systemów, zarządzania ryzykiem, ciągłości działania czy też łańcucha dostaw. Ma to być jednak zestawienie o charakterze pomocniczym i informacyjnym, a nie źródło obowiązującego prawa.  

Do 3 kwietnia 2027 roku podmioty kluczowe i ważne muszą wdrożyć obowiązki wynikające z nowych przepisów. Chodzi przede wszystkim o przygotowanie i wdrożenie SZBI, zgłaszanie incydentów do zespołów CSIRT, zarządzanie incydentami oraz wyznaczanie osób odpowiedzialnych za utrzymywanie kontaktów z podmiotami KSC.

– W aspekcie weryfikacji łańcucha dostaw, czyli tego, od kogo zamawiamy poszczególne komponenty usług lub sprzętu, konieczne jest wydłużenie terminu vacatio legis o 12 miesięcy. To dałoby nam większe prawdopodobieństwo dobrego sprawdzenia dostawców – postuluje Sławomir Chmielewski.

Kolejny postulat dotyczy obowiązku weryfikacji personelu, który będzie wykonywał zadania związane z cyberbezpieczeństwem, pod kątem niekaralności za przestępstwa przeciwko ochronie informacji. Na to również podmioty objęte ustawą mają czas do 3 kwietnia 2027 roku.

– Ważnym elementem jest to, jak weryfikujemy pracowników, którzy będą pracować przy systemie zarządzania bezpieczeństwem informacji lub rozpatrywać incydenty bezpieczeństwa informacji – uważa ekspert. – Ustawa zrobiła pierwszy krok, ale naszym zdaniem powinno to być sformułowane szerzej.

W świetle ustawy zadań związanych z cyberbezpieczeństwem nie mogą wykonywać osoby skazane za przestępstwa przeciwko ochronie informacji, w tym takich jak ujawnienie informacji niejawnych lub służbowych, nielegalne uzyskanie informacji, ich niszczenie czy też zakłócanie sieci i systemów.

– Uważamy, że kandydat powinien być weryfikowany również pod kątem przestępstw takich jak terroryzm albo szpiegostwo, ponieważ dostęp do informacji automatycznie może kusić do tego typu działań – zaznacza dyrektor bezpieczeństwa i compliance w Orange Polska. – Kolejnym elementem jest to, aby kandydat mógł być sprawdzany pod kątem konfliktu interesów, czy nie jest powiązany z podmiotami czy państwami, z którymi nie chcielibyśmy, żeby był powiązany. Ważne jest też badanie jego rezydentury cyfrowej. Kandydat może mówić o tym, że pracuje z danego kraju, tymczasem wiemy, że cyfrowo można to zorganizować tak, że pracuje z innego.

Zdaniem eksperta taka weryfikacja nie powinna być jednorazowa, ale cykliczna, przeprowadzana przykładowo co dwa lata. Jak podkreśla, ten postulat pojawiał się w trakcie dyskusji na konferencji Urzędu Ochrony Danych Osobowych na temat nowych przepisów NIS 2 i KSC.

– Padały też postulaty na temat uproszczenia współpracy pomiędzy organami państwowymi a podmiotami prywatnymi, jeśli chodzi o zgłaszanie incydentów bezpieczeństwa i wiele innych. Mam nadzieję, że przekuje się to również w konkretny legislacyjny materiał – mówi Sławomir Chmielewski.

Ustawa zakłada, że do 3 kwietnia 2028 roku podmioty kluczowe, które nie były wcześniej operatorami usług kluczowych, mają obowiązek przeprowadzić pierwszy zewnętrzny audyt bezpieczeństwa swojego systemu informacyjnego. Takie audyty muszą być powtarzane co najmniej raz na trzy lata, a raporty z ich przebiegu – trafiać do odpowiednich organów. Od 3 kwietnia 2028 roku organy właściwe do spraw cyberbezpieczeństwa (dla telekomunikacji jest to UKE) będą mogły nakładać kary pieniężne za nieprzestrzeganie obowiązków.

– Świadomość firm na temat obowiązków wynikających z ustawy jest bardzo różna. W dużej mierze zależy to od tego, czy firma miała wcześniej do czynienia z infrastrukturą krytyczną, czy jest podmiotem infrastruktury krytycznej, i od tego, jaka jest jej dojrzałość. Niezależnie od świadomości i poziomu dojrzałości tak duża zmiana legislacyjna i jej wdrożenie wymagają czasu. Domyślam się, że firmy, dla których jest to novum, potrzebują jeszcze więcej czasu – uważa dyrektor bezpieczeństwa i compliance w Orange Polska.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/firmy-przygotowuja-sie,p518410038

Polscy producenci owoców zwiększają sprzedaż. Konkurencyjność sadowników zależy teraz od kosztów i ochrony upraw

Polska utrzymuje czołową pozycję w Unii Europejskiej w produkcji owoców jagodowych i jabłek, a krajowi producenci z powodzeniem zwiększają eksport. Utrzymanie konkurencyjności na rynku krajowym i za granicą będzie jednak zależeć od inwestycji w automatyzację produkcji, ograniczanie kosztów oraz ochronę plantacji przed skutkami coraz częstszych anomalii pogodowych.

– Miliony ton owoców, które produkują nasi sadownicy, trafiają zarówno na stoły w Polsce, jak i na rynki zagraniczne. Zajmujemy czołowe miejsca, jeśli chodzi o produkcję jabłek i owoców miękkich. Podobnie jak w przypadku całej żywności i produktów rolno-spożywczych, 75 proc. naszych produktów trafia na rynek europejski, pozostałe do krajów trzecich – mówi agencji Newseria Stefan Krajewski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Według danych GUS w 2025 roku produkcja owoców z krzewów owocowych i plantacji jagodowych wyniosła 489,7 tys. t i była o 1,7 proc. wyższa niż rok wcześniej. Zbiory malin wzrosły do 79,1 tys. t (+2,9 proc.), porzeczek do 112,3 tys. t (+12 proc.), a borówki wysokiej do 64,7 tys. t (+4,3 proc.). Mniejsze były natomiast zbiory truskawek, które wyniosły 150,6 tys. t (-5 proc.), aronii (-5,3 proc.) i agrestu (-9,6 proc.). Polska jest największym producentem malin, porzeczek i wiśni w Unii Europejskiej oraz drugim producentem truskawek. Całkowite zbiory owoców osiągnęły 4,72 mln t, w tym 3,82 mln t jabłek.

Polska systematycznie zwiększa sprzedaż żywności za granicę. Według danych KOWR w 2025 roku wartość eksportu produktów rolno-spożywczych osiągnęła rekordowe 58,4 mld euro i była o 8,6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Produkty te odpowiadają już za ok. 16 proc. całego polskiego eksportu.

– Od lat budujemy naszą pozycję, stąd udział naszych firm, przetwórni i producentów w różnego rodzaju targach, w misjach handlowych, żeby otwierać kolejne rynki zagraniczne. To też duże wyzwanie dla naszych służb, które muszą uzgadniać warunki eksportu naszych produktów – mówi Stefan Krajewski.

Przykładem są targi Summer Fancy Food Show, które odbyły się pod koniec czerwca br. w Nowym Jorku. Jak informuje resort rolnictwa, Stany Zjednoczone są jednym z najważniejszych odbiorców polskiej żywności poza Unią Europejską. W czerwcu odbyła się także misja przedstawicieli ministerstwa i przedsiębiorców sektora zbożowego i młynarskiego do Egiptu, podczas której rozmawiano o warunkach dostępu do rynku egipskiego również dla innych towarów rolno-spożywczych z Polski. W ubiegłym roku eksport tej kategorii do Egiptu osiągnął wartość 104 mln euro, a eksportowano głównie jabłka, gruszki i świeże pigwy (ok. 40 proc. wartości eksportu).

Jak podkreślił podczas konferencji w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Mirosław Maliszewski, przewodniczący Związku Sadowników RP, przewagą polskich producentów – zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym – ma być jakość. Z badania CBOS z 2025 roku wynika, że dla 55 proc. Polaków jest ona najważniejszym kryterium przy zakupie żywności. Dla 21 proc. kluczowe znaczenie ma polskie pochodzenie produktów, a dla 17 proc. – cena. Jednocześnie 79 proc. respondentów deklaruje, że stara się kupować przede wszystkim żywność wyprodukowaną w Polsce. W przypadku świeżych owoców i warzyw konsumenci mogą łatwo sprawdzić ich pochodzenie, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami sprzedawcy mają obowiązek podawania kraju pochodzenia oferowanych produktów.

– Korzystamy z programu informacyjnego „Produkt polski”. Producenci chętnie znakują nim swoje wyroby, co wyróżnia je spośród innych. Obowiązują też przepisy dotyczące oznaczania kraju pochodzenia owoców, dzięki czemu konsumenci wiedzą, które owoce są z Polski, a które z innych krajów i kontynentów – mówi minister rolnictwa.

Popularyzacji wiedzy o jakości i bezpieczeństwie żywności oraz promowaniu świadomych wyborów konsumenckich służy kampania edukacyjna „To Twój Pewniak”. Jednym z jej elementów jest promocja owoców „zero pozostałości pestycydów”, czyli takich, w których badania laboratoryjne nie wykazały wykrywalnych pozostałości środków ochrony roślin. Podczas inauguracji kampanii minister zachęcał do świadomego wybierania polskich owoców i produktów. Jak podkreślił, takie wsparcie ze strony konsumentów nabiera szczególnego znaczenia w kontekście wyzwań, które stoją przed producentami.

– Największe wyzwania to kwestie ceny i obniżania kosztów produkcji. Wiele procesów automatyzuje się ze względu na brak rąk do pracy. Rozmawiam chociażby z producentami truskawek, którzy się skarżą, że nie ma osób chętnych do zbioru. Niektóre owoce możemy zbierać mechanicznie, możemy do tego wykorzystywać najnowsze technologie, ale to oczywiście wymaga jeszcze nakładów – ocenia Stefan Krajewski.

Utrzymanie konkurencyjności polskich producentów wymaga nie tylko ograniczania kosztów, ale także inwestycji chroniących uprawy przed skutkami zmian klimatu. Wiosenne przymrozki, gradobicia czy fale upałów powodują coraz większe straty w sadach i na plantacjach jagodowych, dlatego rośnie znaczenie systemów zabezpieczających uprawy.

– Duże pieniądze trafiają na to, żeby chronić nasze plantacje wieloletnie przed anomaliami pogodowymi. Z jednej strony to zabezpieczenie przed przymrozkami wiosennymi, inwestycje w wiatraki, w systemy do zraszania drzew, a z drugiej strony specjalne siatki chroniące plantacje przed gradobiciem – wymienia minister.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polscy-producenci-owocow,p1993782873

Miliardy z KPO na projekty transportowe. Niemal 100 proc. środków zostało już zakontraktowanych

W ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności (KPO) na rozwój sektora transportowego w Polsce przeznaczono niemal 26 mld zł. Zgodnie z przewidywaniami Centrum Unijnych Projektów Transportowych (CUPT), które pełni rolę jednostki wykonawczej, wszystkie środki w ramach projektów realizowanych w ramach KPO zostaną efektywnie rozliczone. Polska w kolejnej perspektywie finansowej ma otrzymać 120 mld zł ze środków unijnych, jednak decyzja co do tego, na co zostaną przeznaczone, jeszcze nie zapadła.

– W tym momencie w Centrum Unijnych Projektów Transportowych mamy już zakontraktowane niemal 100 proc. środków w ramach przedsięwzięć, które są objęte wsparciem w ramach KPO. Warto wspomnieć, że do dyspozycji w CUPT na projekty transportowe mamy ponad 25 mld zł i wszystkie te środki, zgodnie z naszymi przewidywaniami, zostaną przeznaczone i rozliczone efektywnie w realizowanych projektach – mówi w rozmowie z agencją Newseria Joanna Lech, dyrektor Centrum Unijnych Projektów Transportowych.

KPO to reformy i inwestycje, które rozpoczęły się po 1 lutego 2020 roku i zakończą do 31 sierpnia 2026 roku. Środki pochodzą z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF), który jest częścią Planu Odbudowy dla Europy. Aby je otrzymać, Polska podpisała dwie umowy z Komisją Europejską, a więc na część grantową i pożyczkową. Spłata pożyczki zakończy się najpóźniej w 2058 roku.

– Niektóre projekty, zgodnie z przyjętymi założeniami i zgodą Komisji Europejskiej, będą realizowane trochę dłużej niż do 31 sierpnia 2026. Natomiast nie przewidujemy, żeby jakiekolwiek środki z tych projektów, które mamy pod opieką, a umów o objęcie wsparciem mamy w CUPT 176, zostały utracone. Największym odbiorcą dofinansowania w ramach KPO jest PKP PLK. To ponad 11 mld zł na projekty, które zostaną zrealizowane zgodnie z przyjętymi założeniami – podkreśla Joanna Lech.

Z pieniędzy Krajowego Planu Odbudowy PKP PLK realizuje 41 przedsięwzięć. Modernizacja obejmuje dziesiątki przejazdów kolejowo-drogowych oraz ok. 500 km linii kolejowych. Powstają lub są modernizowane tunele kolejowe, wiadukty, mijanki i szereg innej infrastruktury.

– Dużym beneficjentem środków w ramach KPO jest PKP PLK. Nie są to tak wieloletnie inwestycje jak te, które są realizowane w ramach FEnIKS-a, ale mamy ogromny projekt, podpisaną umowę kilka lat temu na linii kolejowej nr 104. To jest wyzwanie, trzymamy kciuki za PKP PLK, żebyśmy się wyrobili w terminie, ale dzisiaj wydaje się, że wszystko pójdzie zgodnie z planem – uważa dyrektor CUPT.

Przy wsparciu ze środków z KPO realizowana jest jedna z największych inwestycji kolejowych w Polsce, czyli projekt Podłęże–Piekiełko, który otrzymał dofinansowanie w wysokości 3,5 mld zł. Inwestycja obejmuje nie tylko modernizację i elektryfikację istniejącej linii kolejowej nr 104 Chabówka–Nowy Sącz, ale także budowę zupełnie nowej linii, która docelowo połączy Podłęże z Tymbarkiem i Mszaną Dolną.

– W ramach projektów, które otrzymały dofinansowanie z KPO, mamy całą gamę inwestycji w sektorze transportu, począwszy od dofinansowania autobusów w transporcie pozamiejskim, czyli łączących gminy. Na bardzo ciekawe projekty na autobusy zeroemisyjne, niskoemisyjne można było otrzymać wsparcie. Te projekty są realizowane przez samorządy z powodzeniem, większość rozstrzygnęła przetargi w terminach i te autobusy już jeżdżą po polskich miastach – zaznacza dyrektor CUPT.

Dzięki środkom z KPO dostarczono już 610 nowych, zeroemisyjnych autobusów w całej Polsce oraz 120 tramwajów, które będą służyć mieszkańcom Bydgoszczy, Krakowa, Poznania i Wrocławia.

– Dofinansowywaliśmy również inwestycje tramwajowe. Dofinansowanie otrzymały inwestycje taborowe i to była duża pula dofinansowania, zarówno na tabor w ramach kolei regionalnych, jak również PKP Intercity. Tutaj nie przewidujemy żadnych zagrożeń, jeśli chodzi o rozliczenie tych projektów – wyjaśnia Joanna Lech.

Inwestycja „Pasażerski tabor kolejowy” realizowana ze wsparciem środków z KPO składa się z zakupu 77 sztuk nowego zeroemisyjnego taboru regionalnego, a także z zakupu i modernizacji 304 sztuk taboru dalekobieżnego, w tym 56 nowych lokomotyw, a także modernizacji 248 wagonów.

Na dofinansowanie taboru regionalnego przeznaczono z KPO 3,04 mld zł, natomiast na tabor dalekobieżny 2,16 mld zł. Dotychczas odebrano już 247 sztuk pojazdów dalekobieżnych, w tym 56 lokomotyw i 191 wagonów.

– Finansujemy również inwestycje realizowane przez GDDKiA. One polegają na likwidacji miejsc niebezpiecznych, jak również na tworzenie obwodnic miast, czyli wprost wpływających na bezpieczeństwo podróżnych – podkreśla dyrektor CUPT. – Bardzo ciekawe projekty są związane z realizacją inwestycji offshore’owych. Największy projekt jest realizowany przez Baltic Hub w Gdańsku. W jego ramach są przygotowywane nabrzeża do obsługi inwestycji offshore’owych. Również Łeba i Ustka realizują inwestycje, które mają wspierać inwestycje offshore’owe na polskim wybrzeżu – dodaje. 

Jednym z projektów realizowanych przy wsparciu ze środków z KPO jest Baltic Power, czyli pierwsza w historii polska farma wiatrowa na morzu, która powstaje ok. 23 km od wybrzeża Bałtyku, na wysokości Łeby i Choczewa. Szacuje się, że jej roczna produkcja pokryje ok. 3 proc. krajowego zapotrzebowania na prąd, co pozwoli na zasilenie ponad 1,5 mln gospodarstw domowych. Inwestycja otrzymała 3,5 mld zł dofinansowania z KPO.

– Mówiąc o projektach współfinansowanych ze środków KPO, trzeba wspomnieć o projektach intermodalnych. One są objęte pomocą publiczną i w związku z tym pierwotnie wymagały przygotowania programu pomocowego. Jednak cieszą się, tak jak w poprzednich perspektywach, ogromnym zainteresowaniem przedsiębiorców. Tutaj mieliśmy do dyspozycji blisko 800 mln zł na wsparcie tych działających w sektorze intermodalnym, natomiast zainteresowanie wielokrotnie przewyższyło tę kwotę, która była do dyspozycji – zaznacza Joanna Lech.

Celem projektów intermodalnych jest poprawa efektywności usług transportu intermodalnego, co pozwoli na dalsze zwiększanie udziału tego typu transportu w przewozach towarowych. Nastąpi to poprzez poprawę jakości infrastruktury terminalowej oraz zakup specjalistycznego taboru służącego do wykonywania przewozów intermodalnych.

– W ramach inwestycji intermodalnych dofinansowujemy terminale intermodalne, zakup sprzętu, budowę terminali, rozbudowę, ale również zakup taboru do transportu intermodalnego – wyjaśnia dyrektor CUPT.

Wspomina również o inwestycji, którą prowadzi Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (PAŻP).

– Jest to rozwój centrów kompetencji, które mają ułatwić w przyszłości korzystanie z dronów. W tych miejscach będzie można testować różnego rodzaju rozwiązania pozwalające na wykorzystanie dronów do celów praktycznych. Głównie będą to jednostki na poziomie sektora samorządowego, które będą na swoim terenie testowały drony np. do celu oprysku czy monitorowania terenu – wyjaśnia Joanna Lech.

PAŻP realizuje projekt „Rozbudowa i wyposażenie centrów kompetencji (specjalistyczne ośrodki szkoleniowe, wsparcie wdrożeń, centra monitorowania) oraz infrastruktura do zarządzania przemysłem pojazdów bezzałogowych jako Ekosystem Innowacji” w ramach KPO. Dofinansowanie ze środków unijnych wynosi ponad 173 mln zł.

– Kolejna perspektywa finansowa to jeszcze znak zapytania. Prowadzone są prace w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Centrum Unijnych Projektów Transportowych jest tą jednostką wykonawczą, która dopiero zostanie włączona w ten proces na kolejnym etapie – zaznacza dyrektor CUPT. – Natomiast wiemy, że Polska powinna otrzymać ponad 120 mld zł ze środków unijnych, ale jak zostaną rozdysponowane na poszczególne programy czy też wiązki merytoryczne, decyzji jeszcze nie ma. Liczymy, że transport również będzie, tak jak dotychczas, mocno wspierany. Szczególnie widzimy zainteresowanie Komisji Europejskiej inwestycjami przyjaznymi środowisku, czyli kolejowymi, ale również inwestycjami na terenach miast i gmin, które mają wspierać transport publiczny – dodaje.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/miliardy-z-kpo-na-projekty,p1023013769

Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności rusza z pierwszymi naborami. 26 mld zł na schrony, drogi i przemysł

Pierwsze nabory z Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności mają ruszyć w ciągu kilku tygodni. Na inwestycje, które wzmocnią bezpieczeństwo państwa, trafi 26 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy. Połowa środków trafi do samorządów, a druga połowa do przedsiębiorstw i spółek Skarbu Państwa. Finansowanie obejmie m.in. budowę schronów, modernizację dróg o znaczeniu obronnym oraz zwiększanie zdolności produkcyjnych przemysłu.

Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności to nowy instrument utworzony w ramach rewizji Krajowego Planu Odbudowy. Będzie działał poprzez dwa instrumenty. Samorządy otrzymają preferencyjne, długoterminowe pożyczki z Banku Gospodarstwa Krajowego na inwestycje związane m.in. z ochroną ludności i infrastrukturą podwójnego zastosowania. Program pożyczkowy BGK ma ruszyć od lipca. Z kolei spółka BGK Chrobry będzie odpowiadała za inwestycje kapitałowe wspierające rozwój przedsiębiorstw z sektora obronnego. Pożyczki dla samorządów będą nieoprocentowane, a okres ich spłaty ma wynosić nawet 20 lat. W określonych przypadkach część zobowiązań będzie mogła zostać umorzona. 

– To będą pierwsze środki z Krajowego Planu Odbudowy przeznaczone na bezpieczeństwo i obronność. Nabory dla samorządów obejmą budowę schronów, dróg oraz infrastruktury podwójnego zastosowania – mówi agencji Newseria Jan Szyszko, sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.

Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności będzie finansował inwestycje w czterech głównych obszarach. Największa część środków, ok. 9,9 mld zł, trafi na ochronę ludności, w tym budowę schronów, miejsc ukrycia oraz zabezpieczenie infrastruktury krytycznej. Kolejne 6,4 mld zł wesprze rozwój infrastruktury podwójnego zastosowania, przede wszystkim dróg i linii kolejowych istotnych dla mobilności wojskowej. Nieco ponad 4 mld zł trafi do przedsiębiorstw zwiększających potencjał produkcyjny na potrzeby obronności, a 2,5 mld zł zostanie przeznaczone na cyberbezpieczeństwo.

– Środki z Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności będą ogólnokrajowo rozdysponowane, więc nie możemy mówić z całą pewnością, do którego województwa trafi więcej, a do którego mniej. Natomiast skoro mowa o bezpieczeństwie, obronności i infrastrukturze, to w naturalny sposób w ubieganiu się o te środki uprzywilejowany jest wschód Polski – podkreśla wiceminister.

O wsparcie będą mogły się ubiegać samorządy realizujące inwestycje o podwójnym zastosowaniu, wykorzystywane zarówno w czasie pokoju, jak i w sytuacjach kryzysowych. Preferencyjne pożyczki będzie można przeznaczyć m.in. na budowę lub modernizację dróg wojewódzkich, powiatowych i gminnych, krótkich odcinków linii kolejowych czy – w uzasadnionych przypadkach – lądowisk. Przedsiębiorstwa będą natomiast mogły uzyskać wsparcie na inwestycje zwiększające moce produkcyjne na potrzeby przemysłu obronnego.

– Mówimy o takich inwestycjach jak schrony, drogi wojewódzkie, gminne lub powiatowe, czyli samorządowe, w odcinkach nie dłuższych niż 15 km, krótkie odcinki kolei, w uzasadnionych przypadkach lądowiska, ale także środki na zwiększenie skali produkcji w zakładach przemysłowych bądź zbrojeniowych – wylicza Jan Szyszko.

Potrzeba rozbudowy infrastruktury ochronnej od lat należy do największych wyzwań systemu bezpieczeństwa. Według danych Państwowej Straży Pożarnej w Polsce znajduje się ok. 1,9 tys. schronów i blisko 8,7 tys. ukryć, mogących pomieścić łącznie ok. 1,4 mln osób. Najwyższa Izba Kontroli zwracała jednak uwagę, że wiele z tych obiektów nie spełnia współczesnych wymagań technicznych. Obowiązująca ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej przewiduje stopniową rozbudowę infrastruktury ochronnej, a Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności ma być jednym z głównych źródeł finansowania tych inwestycji.

Jednocześnie trwają negocjacje nowego wieloletniego budżetu Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Komisja Europejska proponuje, aby bezpieczeństwo i odporność państw członkowskich stały się jednym z głównych priorytetów nowej perspektywy finansowej. Polska zabiega o utrzymanie pozycji największego beneficjenta polityki spójności oraz o zwiększenie środków na inwestycje związane z bezpieczeństwem.

– Polska będzie największym beneficjentem nowego unijnego budżetu. 123 mld euro trafi do naszego kraju. W tym momencie trwają negocjacje o warunkach inwestowania tych pieniędzy. Na pewno duża część z nich trafi na szeroko pojęte bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo jest również rozumiane jako dobra jakość infrastruktury, która zapewni dobre usługi publiczne na miejscu i w razie potrzeby schrony, a także rozwinie zakłady zbrojeniowe, oferując dobre miejsca pracy – mówi wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/fundusz-bezpieczestwa-i,p507234785